Tydzień rozpoczęliśmy spokojnie, bez większych zmian w stosunku do piątkowego zamknięcia. Już w pierwszych minutach sesji dało się zauważyć fakt, który znalazł potwierdzenie podczas reszty sesji. Rynek jest słaby. W czasie, gdy indeks giełdy frankfurckiej zaliczał wzrost, u nas panował co najwyżej marazm. Nie pomogło, a wręcz zaszkodziło, otwarcie notowań na rynku akcji.

Zaraz po rozpoczęciu notowań akcji, na kontraktach pokazała się podaż, której udało się zbić ceny do poziomu 26 pkt. poniżej otwarcia. W taki sposób został wyznaczony cały zakres wczorajszych wahań. Przez resztę sesji wprawdzie ceny nie spadły niżej, ale też i nie rosły, a atmosfera była ku temu sprzyjająca - Dax razem z kontraktami w USA systematycznie wzrastał. W tym czasie na naszym rynku indeks nie poradził sobie z pokonaniem spadkowej linii trendu na wykresie intraday. Efekt widać na kontraktach. Nie było nawet poważnej próby ataku. Ataku, który byłby logiczną konsekwencją akcji z piątku.

Teraz można się zastanawiać, co faktycznie chcieli osiągnąć gracze, którzy w piątek otwierali długie pozycje. Czy była to jednosesyjna akcja, a jej inicjatorzy jeszcze w piątek pozycje pozamykali, czy też jest to gra pod większe odbicie? Po takiej sesji, jak wczorajsza, nasuwają się myśli, że być może to pierwsze. No bo, gdzie się podział popyt, który tak ochoczo kupował papiery w piątek? Ja myślę jednak, że nie można tego rozstrzygnąć. Przyczyną jest fakt, że na razie układ wczoraj wyrysowanych świeczek na wykresie 60-minutowym przypomina trójkąt. Warto wiec z wnioskami poczekać na moment wybicia. Teoria mówi, że kierunek wybicia jest częściej zgodny z kierunkiem wejścia. Stąd trójkąty są zaliczane do formacji kontynuacji. Dziś powinniśmy się przekonać, czy teoria znajdzie potwierdzenie w rzeczywistości.