Raport Gazety Giełdy PARKIET, pokazujący choroby i ułomności rekomendacji inwestycyjnych doprowadził do furii niektóre osoby z branży. Z faktami, liczbami i zestawieniami trudno polemizować nawet osobom noszącym różowe okulary i broniącym do upadłego cnót maklerskiego światka. Okazuje się jednak, że próby obrony branży mogą przybierać formy zdumiewające.
Gdy w dyskusji brakuje siły argumentów, czasem zdarzają się zagrania poniżej pasa. Do takich zaliczyć można pytanie "bynajmniej nie hipotetyczne": - Co redaktor naczelny zrobi z dziennikarzem, który pisze teksty na zamówienie spółki i bierze za to pieniądze? Postawił je w weekendowym wydaniu PARKIETU doradca inwestycyjny Raimondo Eggink, który zabrał głos w toczącej się na naszych łamach dyskusji o rzetelności rekomendacji. Odpowiedź na pytanie p. Egginka jest prosta. Redaktor naczelny wyrzuci przekupnego dziennikarza na zbity pysk i jeszcze wystawi mu wilczy bilet. Tylko najpierw winę trzeba udowodnić. A dowodem na pewno nie jest postawione przez Raimondo Egginka pytanie. I wcale nie mamy zamiaru bronić tu własnego gniazda. Jak w każdej grupie zawodowej, wśród dziennikarzy są ludzie porządni i hieny. Na szczęście tych pierwszych jest więcej.
Zdecydowaliśmy się pokazać przykłady nieuczciwych rekomendacji. Pana Egginka poprosimy o nazwiska i dowody, że dziennikarze piszą teksty na zamówienie. Jeśli będą, nie zabraknie dla publikacji miejsca na naszych łamach. Nie można jednak bronić własnego środowiska, rzucając błotem w przedstawicieli drugiego. Tak bagna nie oczyścimy. Wręcz przeciwnie, wszyscy w nim polegniemy.
redaktor naczelny
Gazety Giełdy PARKIET