Indeksem strachu określa się Chicago Board Options Exchange Volatility Index zwany Vix - em. Jego wartość powyżej 50 pkt. wskazuje na wyczerpujący się potencjał sprzedaży. Jest on miarą tego, co inwestorzy i traderzy są gotowi zapłacić za ochronę przed dużym spadkiem cen akcji.
Kiedy w ubiegłym tygodniu Dow Jones Industrial Average osiągnął najniższy poziom od prawie czterech lat, wskaźnik cena/zysk spółek z tego indeksu był 32% poniżej szczytu zanotowanego cztery miesiące wcześniej. Na koniec marca tego roku wynosił 31, co oznaczało, że inwestorzy gotowi byli zapłacić 31 USD za każdy dolar przyszłych zysków. Obecnie C/Z wynosi 21. W okresie minionych 100 lat bessy przeciętnie powodowały 26-proc. spadek tego wskaźnika. Również ostatni spadek C/Z dla korporacji z indeksu Standard&Poor's 500 był większy od historycznych okresów niedźwiedzich. Od marca do minionego wtorku wyniósł on 51% przy średniej na poziomie 31%.
Na niedowartościowanie akcji wskazuje też model stosowany przez amerykański bank centralny (Fed). Fair value akcji, czyli ich uczciwą wartość Fed uzyskuje w wyniku dzielenia 100 przez rentowność 10-letnich obligacji skarbowych. Przy 4,53-proc. rentowności obligacji daje to C/Z na poziomie 22.
Czynnikiem zachęcającym inwestorów do kupowania akcji może być perspektywa większych zysków, wypracowywanych przez spółki. 383 korporacje z "pięćsetki" S&P w drugim kwartale zwiększyły zyski o 3,9% w porównaniu z tym samym okresem przed rokiem.
Akcje zaczął m.in. kupować słynny Calpers, fundusz emerytalny pracowników sektora publicznego w Kalifornii. Dysponuje on 149 mld USD i jest największym funduszem emerytalnym w USA. Menedżerowie funduszy mają nadzieję, że przez okres następnych 30-40 lat akcje dadzą wyższą stopę zwrotu niż obligacje.