Ostatnie dni na giełdowym parkiecie przyniosły uspokojenie nastrojów, po fali wyprzedaży zapoczątkowanej jeszcze w maju. Jednak już wczorajsza sesja ponownie przyniosła większą aktywność strony podażowej. Obecnie ceny polskich akcji znalazły się w punkcie, gdzie zarówno kupujący, jak i sprzedający powinni raczej poczekać z podjęciem decyzji. W moim przekonaniu, na kupno akcji jest jeszcze trochę za wcześnie, na sprzedaż już raczej za późno. Mam tutaj na myśli inwestorów o kilkumiesięcznym horyzoncie inwestycyjnym. Trwający trend jest już na tyle zaawansowany, że decyzja o sprzedaży powinna zostać podjęta w oparciu o silne przesłanki fundamentalne.

Obecna zniżka, jeśli mierzyć ją zmianą indeksu WIG20, osiągnęła poziom 31% (styczniowy szczyt-lipcowy dołek). Jednocześnie warto zauważyć, że poprzednie fale wyprzedaży miały zasięg zbliżony do 30%. W poprzednim roku ostatnia zniżka z okresu kwiecień-wrzesień obniżyła wartość indeksu o 35%. Gdyby scenariusz miał się powtórzyć, dołka należałoby wypatrywać w rejonach około 965 pkt. Widać zatem, że obecny trend "starzeje" się szybko i im bliżej prognozowanego poziomu, tym szanse byków będą rosnąć.

Obecnie inwestorzy zapewne czekają na wyniki finansowe za drugi kwartał. Oczekuje się, że będą słabe, ale paradoksalnie nie musi to mieć negatywnego wpływu na poziom cen akcji. W wielu przypadkach rynek uwzględnił już te oczekiwania w cenach. Mam na myśli przede wszystkim sektor bankowy, a także największe blue chipy. Teraz pora na ostatnie spadki, które sprowadzą ceny w wielu przypadkach poniżej wrześniowych minimów (KGHM, Telekomunikacja, być może PKN).

Jeśli chodzi o sektor informatyczny, to mamy do czynienia z raczej optymistycznymi szacunkami. Można się oczywiście zastanawiać, co rynek wie o Softbanku, ale wypowiedzi władz spółki i audytora wniosły trochę spokoju. Pozytywnie natomiast wyglądają starania ComputerLandu o zmianę struktury przychodów.