Wtorkowa sesja potwierdzała, iż na rynku nadal panuje stabilny trend spadkowy. Kontrakty straciły w porównaniu z poprzednim zamknięciem i ostatecznie zakończyły notowania na poziomie 1053 pkt.
Pomimo bardzo silnych poniedziałkowych wzrostów w Eurolandzie, rodzimy rynek na pierwszej sesji tego tygodnia zachowywał się słabo. Dopiero silny impuls płynący z Wall Street zdecydowanie wzmocnił popyt. Jednak i we wtorek zapału do kupna wystarczyło zaledwie na kilka godzin. Głównym zagrożeniem dla wzrostów była oczekiwana korekta na rynku amerykańskim, dyskontowana także na parkietach europejskich. Kontrakty z dużą ostrożnością podchodziły do entuzjazmu na rynku kasowym, co objawiało się zredukowaniem bazy. Choć mieliśmy do czynienia z atakiem na opór, znajdujący się na poziomie 1083 pkt., to jednak nieudana próba pokonania tej bariery doprowadziła do zdecydowanej kontry podaży.
Po tak słabej sesji można dojść do wniosku, że wzrost był niczym innym, jak korektą na wyprzedanym rynku. Kolejne dwie czarne świece zupełnie negują piątkowy zryw popytu, sugerując tym samym, że prawdopodobieństwo testu lokalnego dna na poziomie 1025 pkt. jest bardzo duże. Wskaźniki podążające za trendem nadal nie generują sygnałów zamykania krótkich pozycji, więc tendencja spadkowa powinna być kontynuowana.
Należy zdać sobie jednak sprawę z tego, iż trend o tak silnej dynamice nie może już zbyt długo trwać. Niemal od dwóch miesięcy ceny spadają bardzo mocno i popyt w obszarze poważnego wsparcia powinien przejąć kontrolę. Takim wsparciem jest oczywiście strefa 990-1000 pkt. Wątpię, aby bez przetestowania tego poziomu rynek mógł przejść chociaż do kilkutygodniowej stabilizacji. Kolejna przecena o 50 pkt. powinna być w związku z tym tylko kwestią czasu. W miarę zbliżania się do psychologicznej bariery 1000 pkt. trend powinien jednak słabnąć.