W czwartkowym wywiadzie dla "Sygnałów Dnia", obszernie cytowanym przez PARKIET, wicepremier i minister finansów Grzegorz Kołodko odkrywał kulisy zakrojonego na szeroką skalę spisku ekonomistów przeciwko społeczeństwu. "Jeszcze miesiąc temu tak zwani analitycy, nazywani często rynkiem, przewidywali 640 mln (chodzi o prognozę czerwcowego deficytu bieżącego), strasząc, że jest źle i będzie jeszcze gorzej. Teraz okazuje się, że jest tylko 376 mln (faktyczny deficyt w czerwcu) (...). To ja sądzę, że ci analitycy powinni teraz wytłumaczyć społeczeństwu, czy się mylili, czy też celowo wprowadzali ludzi w błąd, strasząc ich, że jest gorzej niż jest. (...) Ale oczywiście cieszymy się z tego, że widać, iż następują pewne procesy poprawy (...) To bierze się z tego, że w wyniku pewnych reform strukturalnych (...), które zostały przyspieszone przez rząd premiera Millera, w czerwcu mamy lepsze wyniki po stronie eksportu" - powiedział wicepremier.

Jako ekonomista, pragnę więc zapewnić społeczeństwo, że ekonomiści nie straszyli, nie straszą i straszenia w planach nie mają. Pewność co do tego bierze się stąd, że podstawowym celem komercyjnych instytucji finansowych, dla których pracują, jest zysk, a ten jest tym większy, im trafniejsze prognozy, a nie - im bardziej przestraszone społeczeństwo.

Przyjrzyjmy się czerwcowemu bilansowi płatniczemu, by w końcu zrozumieć, czy tak naprawdę jest lepiej, czy jest gorzej, niż jest. Deficyt bieżący (376 mln USD) był rzeczywiście znacznie niższy od prognoz (średnia - 645 mln USD) i ponad 60% niższy niż w czerwcu ubiegłego roku (951 mln USD). Jednak znając specyfikę bilansu płatniczego, źródła spadku deficytu bieżącego w czerwcu oraz podstawy makroekonomii, trudno popaść w bezgraniczną radość.

Po pierwsze, dlatego że deficyt obrotów bieżących charakteryzuje się dużymi wahaniami (sezonowymi i nie tylko) i nie należy analizować wyników miesięcznych w oderwaniu od długoterminowego trendu. Przykładowo, w maju 2000 r. deficyt wyniósł zaledwie 406 mln USD, co wcale nie znaczy, że nasz bilans płatniczy miał się wówczas lepiej niż np. w styczniu bieżącego roku, gdy wyniósł 847 mln USD. Analiza trendu pokazuje bowiem, że w relacji do PKB deficyt bieżący w roku 2000 sięgał 8%, podczas gdy w roku bieżącym oscyluje wokół 4% PKB. Na tej podstawie możemy więc jednoznacznie stwierdzić, że na pewno jest lepiej, niż było.

Po drugie, głównym czynnikiem, który przyczynił się do większego, niż oczekiwano, spadku deficytu w czerwcu, był znacznie niższy niż w ubiegłym roku transfer dywidend za granicę (deficyt na "rachunku dochodów", na którym ujmowane są transfery dywidend, spadł do -133 mln USD, z -412mln USD rok temu). Innymi słowy, gdyby saldo dochodów było równe ubiegłorocznemu, to deficyt bieżący wyniósłby 655 mln USD (wygląda znajomo?). Niższy transfer dywidend trudno jednak uznać za powód do radości, gdyż, de facto, potwierdza on nie siłę, lecz słabość gospodarki. (...) Zważywszy jednak, że transfer dywidend banków nastąpi głównie w trzecim kwartale, w najbliższych miesiącach oczekiwać należy wzrostu deficytu na "rachunku dochodów", a co za tym idzie - i deficytu bieżącego. W krótkim okresie będzie więc prawdopodobnie trochę gorzej niż w czerwcu, choć wciąż znacznie lepiej, niż było.Pozytywnym zjawiskiem w czerwcowym bilansie jest niższy niż w ubiegłym roku i miesiąc wcześniej poziom deficytu handlowego, a w szczególności eksportu. Istotnie, w ujęciu dolarowym eksport wzrósł 8,5% r/r. Jednak wynik ten zdaje się w znacznie większym stopniu wynikać z aprecjacji euro względem dolara (12,1% r/r), niż ze wzrostu wolumenu eksportu. Analiza obrotów handlowych wyrażonych w euro (...), niestety, nie daje już powodów do optymizmu. Spadek eksportu wyrażonego w euro o 3,2% r/r oraz importu o 10,7% r/r potwierdza raczej negatywne niż pozytywne tendencje zarówno po stronie podażowej, jak i popytowej. Wygląda więc na to, że skutki "pewnych reform strukturalnych" najwyraźniej jeszcze się nie ujawniły i na razie jest jednak trochę gorzej, niż jest.