Ustawa, która obecnie czeka na podpis prezydenta, wejdzie w życie 1 stycznia i zastąpi obowiązujące obecnie rozporządzenie, regulujące kwestie sprzedaży konsumenckiej. Ma dostosować nasze prawo do zasad obowiązujących w krajach Unii Europejskiej. Niestety, dla polskich klientów i właścicieli placówek handlowych oznacza to niemal rewolucję. Jedną z najważniejszych zmian, jakie ustawa wprowadzi, będzie likwidacja pojęcia rękojmi oraz wady fabrycznej. Zastąpi je "niezgodności produktu z umową". Umowa będzie zawierana między klientem a sklepem w momencie zakupu towaru, a jej potwierdzeniem ma być np. paragon. - Sprzedawca będzie odpowiadał wobec kupującego nie tylko w sytuacji, gdy towar będzie miał wadę, ale także w przypadku jego niezgodności z umową, czyli, gdy sprzedany produkt nie odpowiada zapewnieniom przedstawionym w jego reklamie - powiedziała nam Alina Urban, radca prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Z tego wynika, że produkt będzie można zgłosić do reklamacji nawet wtedy, gdy w rzeczywistości będzie wyglądał nieco inaczej niż w reklamie. Klient będzie mógł się domagać naprawy, wymiany albo zwrotu pieniędzy.
Chociaż wydaje się, że takie rozwiązanie będzie bardzo korzystne dla konsumentów, może się okazać zupełnie inaczej. Ustawa zawiera bowiem wiele zapisów niejednoznacznych, które mogą być różnie interpretowane. Np. zawiera ona punkt mówiący o tym, że nabywca towaru nie będzie mógł się domagać wymiany artykułu na nowy, jeżeli niezgodność towaru z umową jest nieistotna. - Zapisy takie zostały wprowadzone w celu zwiększenia uprawnień konsumenta. W razie sporu mają być interpretowane na korzyść klienta, jako słabszego ogniwa w procesie handlowym - twierdzi Alina Urban.
Zmiany dotkną także przedsiębiorców. Nowe uregulowania prawne wprowadzają zasadę regresu odpowiedzialności. Gdy okaże się, że za naruszenie umowy między klientem a sklepem odpowiada nie detalista, a np. hurtownik, importer, producent itp., właściciel sklepu będzie mógł odpowiedzialność przerzucić na dostawcę towaru.
- Według mnie, ta ustawa to kolejny dowód na to, że parlamentarzyści nie rozumieją prawa. Aby dostosować nasze prawodawstwo do wymogów Unii Europejskiej, są w stanie przegłosować każdy idiotyczny nawet przepis. Już kilka razy spotkaliśmy się z sytuacją, gdy źle przetłumaczono ustawy unijne i następnie wprowadzono je u nas - uważa Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha. Dodaje, że najlepszym rozwiązaniem dla konsumenta jest całkowicie wolny rynek. - Wówczas to klienci sklepów sami eliminują te placówki, które nie są w stanie zapewnić im usług na wystarczającym poziomie. Ta ustawa sprawi, że stracą zarówno klienci, jak i sklepy. Sądy działają w Polsce tak wolno, że niejednoznaczne przepisy tylko wydłużą bieg spraw - dodaje ekspert Centrum im. Adama Smitha.