W trzech transakcjach pozasesyjnych Stalprodukt kupił ponad 672,4 tys. własnych akcji, płacąc za każdą po 14,9 zł. Pakiet ten stanowi 10% kapitału i uprawnia do wykonania prawie 4% głosów na walnym. Stalprodukt zainwestował w swoje akcje, powołując się na art. 362 paragraf 1 punkt 1 kodeksu spółek handlowych. Zgodnie z nim, spółka może kupić własne papiery w "celu zapobieżenia, bezpośrednio zagrażającej poważnej szkodzie". Zarząd Stalproduktu tłumaczy, że chce zapobiec zagrażającej firmie utracie płynności finansowej, wynikającej z możliwości wycofania się banków z jej kredytowania. - Na razie poza tym wyjaśnieniem nic nie mogę dodać. Na pewno nie będziemy już więcej kupować własnych akcji - powiedziała Elżbieta Trzepla-Niziołek, rzecznik Stalproduktu. Podkreśliła, że spółka nie kupiła akcji ani od członków zarządu, ani od przedstawicieli rady nadzorczej. - Inwestycji dokonaliśmy ze środków własnych, a nie z dodatkowych kredytów - dodała.

Po komunikatach zarządu Stalproduktu rynek trochę przecenił spółkę. Jej kurs, który w poniedziałek wynosił 12,95 zł, wczoraj był niższy o 6% (12,2 zł). Do spadków doszło jednak przy małych obrotach. Stalprodukt, produkujący blachy elektrotechniczne, kształtowniki zimnogięte i rdzenie transformatorowe, na koniec czerwca tego roku miał ponad 51 mln zł zadłużenia bankowego. Ma między innymi kredyt na rachunku bieżącym w BPH PBK z limitem do 20 mln zł i w Banku Handlowym z limitem do 27,6 mln zł. Obie umowy wygasają 30 października tego roku. Zarząd giełdowej firmy nie wytłumaczył, dlaczego mając 10% własnych akcji, będzie mu łatwiej negocjować z bankami.

Na temat ostatnich inwestycji Stalproduktu nie chcą się wypowiadać przedstawiciele jego największego akcjonariusza Huty im. T. Sendzimira. - Nie komentujemy decyzji zarządu Stalproduktu. Nie sprzedawaliśmy ostatnio akcji tej spółki - powiedział Mieczysław Gil, rzecznik prasowy huty. Na rynku pojawiała się pogłoska, że Stalprodukt kupując własne akcje i sprzedając je docelowo wybranemu partnerowi chce się uniezależnić od swojego największego akcjonariusza. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że podobno na te 10% walorów, które kupiła spółka, czekała właśnie huta - jej główny dostawca surowca.

Przypomnijmy, że Andrzej Dobosz, prezes Stalproduktu, podsumowując 2001 r. napisał, że choć wyniki finansowe były gorsze niż przed rokiem, to na bieżąco i w terminach spółka regulowała wszelkie zobowiązania. Podkreślił, że w ocenie banków firma nieprzerwanie posiadała zdolność finansową. Jej wskaźnik płynności bieżącej (majątek obrotowy/zobowiązania krótkoterminowe) choć może nie jest zachwycający, ale na koniec czerwca był nieco wyższy od 1. Co najważniejsze, nie pogorszył się od 2000 r.