Od dwóch tygodni rynek pozostaje w trendzie horyzontalnym. Pamiętając o spadkowym kierunku głównej tendencji trwająca konsolidacja skłania do rozważenia możliwości wybicia z niej zarówno w górę, jak i w dół. Trudno przy tym oprzeć się wrażeniu, iż czynników przemawiających za pesymistycznym scenariuszem jest więcej. Najważniejsza dla rozwoju wydarzeń pozostaje koniunktura na światowych giełdach akcji. Dwutygodniowe ocieplenie nastrojów nie jest na tyle istotne, by zachęcić do odważniejszego kupna. Po emocjonalnym odreagowaniu z poprzedniego tygodnia kolejne sesje pokazują, że do ukształtowania trwalszych wzrostów potrzeba dobrych wiadomości ze sfery gospodarki. A te ostatnio publikowane w całości uzasadniają wiosenno-letnią przecenę. Przy braku pozytywnych impulsów trudno liczyć na pokonanie lokalnych maksimów z końca lipca. A w takiej sytuacji nasz rynek chyba nie odważy się na mocniejszy ruch w górę.
Coraz bardziej swoje piętno na parkiecie odciska Pekao. Niedawny ulubieniec analityków znajduje się obecnie w niełasce, co przejawia się spadkiem kursu do najniższego poziomu od października ub.r. To pokazuje, że kryzys zaufania do sektora bankowego nie ustępuje, a o znaczeniu tej branży dla obrazu całej giełdy nie trzeba nikogo przekonywać. W dodatku niepewność wzmagają obawy o niemiłą niespodziankę ze strony tych firm, które do tej pory nie pochwaliły się jeszcze swoimi osiągnięciami finansowymi za II kwartał. Po stronie pozytywów możemy mówić o raczej trudnych do zmierzenia elementach, takich jak: duże wyprzedanie rynku, pesymistyczne nastroje wśród inwestorów czy malejąca skłonność do pozbywania się papierów. To jednak może wystarczyć do mocniejszego odbicia, ale nie trwalszej zmiany tendencji. Dlatego średnioterminowo sytuacja nadal nie zachęca do kupowania akcji.