Reklama

Rosną dziury w stanowych budżetach

Pogarszająca się koniunktura zachwiała finansami większości stanów w USA. Rezerwy utworzone w dobrych czasach wyczerpały się, a na zaciąganie nowych kredytów nie zezwala prawo. Jedynym wyjściem jest polityka drastycznych oszczędności, ale to z kolei hamuje rozwój gospodarczy. Poza tym w listopadzie odbędą się wybory stanowe i... koło się zamyka.

Publikacja: 13.08.2002 10:15

Bobowi Taftowi nikt już chyba nie zazdrości stanowiska. Od kilku miesięcy gubernator Ohio próbuje łatać dziury w stanowym budżecie rezerwami utworzonymi w dobrych czasach na czarną godzinę. Pieniądze się jednak skończyły, a deficyt wciąż rośnie. - Ohio stoi w obliczu największego kryzysu finansowego w swojej historii - przyznają miejscowi analitycy. Również w innych rejonach USA sytuacja jest niewiele lepsza.

Od początku 2001 r. rezerwy gotówki we wszystkich stanach skurczyły się z 48,8 mld USD, do 18,3 mld USD. Tylko w I kwartale br. wpływy z podatków spadły średnio o 7,9% w porównaniu z tym samym okresem ub. roku. W niektórych stanach było jeszcze gorzej, np. w Kalifornii (-20%), Vermont (-16,5%), Delaware (-15,2%), Oregonie (-15,1%), Massachusetts (-14,7%), Nowym Jorku (-13,5%), a rekordzistą okazała się Alaska (-38,0%).

Do niedawna dziury łatane były ze specjalnych funduszy (tzw. fundusze na złą pogodę), na które odkładane były nadwyżki wypracowane w okresie prosperity z latach 90. To źródło jednak szybko wyschło. Konsekwencją są zapowiedzi coraz ostrzejszych oszczędności. Dla mieszkańców poszczególnych stanów oznacza to drastyczne zmniejszenie programów pomocowych, a dla miejscowej gospodarki - mniej zamówień dla firm, a w efekcie - mniejsze wpływy z podatków do stanowych budżetów.

- Sytuacja już pod koniec ubiegłego roku była na tyle zła, że sięgnięcie do rezerw z "funduszy na złą pogodę" było jedynym wyjściem. Tyle tylko, że był to swego rodzaju plaster łagodzący ból, nie leczący jednak jego przyczyn - przyznaje Scott Pattison, szef stowarzyszenia ekspertów budżetowych. - Najgorsze jednak dopiero przed nami. Według reguł, skutki recesji uwidocznią się w całej krasie w poszczególnych stanach za 12-18 miesięcy - dodaje.

Bob Taft sięgnął do swojego "funduszu na złą pogodę" po raz pierwszy w grudniu 2001 r., aby załatać 1,5-miliardową dziurę w budżecie Ohio. Niestety, wpływy z podatków po przyspieszeniu przez prezydenta George`a W. Busha reformy fiskalnej spadły. W rezultacie na koniec marca w kasie stanu brakowało już 1,2 mld USD, miesiąc później dziura rozrosła się do 1,75 mld, a obecnie sięga już 2 mld USD. A w funduszu stanowym nie ma już ani centa.

Reklama
Reklama

Indiana, Kentucky, Michigan i Misisipi sięgnęły do żelaznych rezerw również w grudniu 2001 r. Pensylwania wykorzystała już ponad 70% funduszy, a w Utah stopniały one do 10 mln USD. - W tłustych latach 90. stanowe władze popełniły błąd. Zachwycone tym, że obywatele są coraz bogatsi, coraz mniej osób korzysta z pomocy socjalnej, a wpływy z podatków rosną z roku na rok, uznały, że tak będzie już zawsze i zwiększały wydatki średnio o 28% rocznie - twierdzi Matthew Brouillette z konserwatywnej Commonwealth Foundation. Receptą powinny być oszczędności, tyle tylko, że w obliczu listopadowych wyborów stanowych większość gubernatorów na razie nie ryzykuje drastycznych posunięć.

Na poziomie krajowym sytuacja również nie wygląda wesoło. Wprawdzie George W. Bush zapowiada, że uda mu się zmniejszyć w 2003 r. deficyt budżetowy ze 165 do 109 mld USD, ale ekonomiści twierdzą, że optymizm prezydenta jest nieuzasadniony. Np. eksperci UBS Warburg oczekują wzrostu tego wskaźnika do 190 mld USD.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama