Dokładnie nie wiadomo, co wywołało wzrosty na amerykańskich giełdach w ubiegłym tygodniu. Na pewno ich katalizatorem nie była kolejna odsłona skandalu w WorldComie - podwajająca wartość oszustw finansowych w księgach spółki. Kwartalny raport Cisco także nie był specjalnie optymistyczny - udowodnił jedynie, że również firmy technologiczne są w stanie redukować koszty, stymulować zyski i wyjść na swoje mimo ciężkich czasów.
Zatem, gdzie leży prawdziwa przyczyna ubiegłotygodniowych wzrostów? Czy nie są konsekwencją wyciągnięcia przez inwestorów lekcji z poniedziałkowej sesji, kiedy wskaźniki giełdowe testowały minima osiągnięte pod koniec lipca - wyszły jednak zwycięsko z tej próby. Na krótkich pozycjach coraz trudniej zarobić. Czy nie lepiej odwracać pozycje, próbować zarabiać na wzrostach?
Zdaniem cytowanego przez "Wall Street Journal" Todda Clarka z Wells Fargo Securities, na giełdzie pojawili się znowu w roli kupujących menedżerowie dużych funduszy powierniczych, którzy poprzednio głównie sprzedawali posiadane walory, by obsłużyć wychodzących z gry klientów.
Po raz pierwszy od trzech miesięcy najważniejsze wskaźniki giełdowe zakończyły tydzień na plusie. DJIA wzrósł o 5,2%. Niewiele gorzej radził sobie S&P 500 (+5,1%) oraz Nasdaq Composite (+4,8%).
Najlepiej wypadł sektor bankowy. Wiadomość o przyznaniu przez MFW 30-miliardowej pożyczki dla Brazylii korzystnie wpłynęła na kursy akcji dużych banków, które będą obsługiwać otwierane linie kredytowe. Bank Index giełdy filadelfijskiej wzrósł w ubiegłym tygodniu o 8%.