Amerykańscy bejsboliści występujący w Major League Baseball - największej i najdroższej lidze świata - prawdopodobnie nie zastrajkują. Nowy kontrakt z pracodawcami może zostać uzgodniony jeszcze w tym tygodniu.
Postęp w rozmowach okazał się tak szybki, że związek zawodowy bejsbolistów nie wyznaczył terminu ewentualnego strajku. To prawdziwy ewenement - od 30 lat w MLB nie udało się rozstrzygnąć żadnego sporu płacowego bez protestów graczy.
Tym razem jednak zaczął zwyciężać zdrowy rozsądek. Zawodowy bejsbol znalazł się w tak poważnym kryzysie, że odwołanie choćby kilkunastu kolejek (w MLB gra się rocznie ponad 150 meczów) mogło oznaczać wyrok śmierci dla ligi. Kluby muszą sobie radzić ze zmniejszoną frekwencją zarówno na trybunach (w tym roku spadek sprzedaży biletów o 6%), jak i przed telewizorami. MLB jeszcze nie podźwignęła się po strajku z 1994 roku. Odwołano wówczas rozgrywki play-off i od bejsbola odeszło wówczas wielu kibiców. Dziś zaledwie 14% dorosłych Amerykanów deklaruje duże zainteresowanie rozgrywkami MLB. Sport ten traci systematycznie fanów na rzecz futbolu amerykańskiego i koszykówki.
Kibice są coraz bardziej zmęczeni wewnętrznymi sporami i oburzeni na zachłanność graczy. Średnia roczna płaca w MLB osiągnęła bowiem absurdalny poziom 2,4 mln USD. Roczny budżet płacowy najbardziej renomowanej drużyny - New York Yankees - po raz pierwszy przekroczył w tym roku 100 mln USD (133 mln), a całej ligi - miliard USD. Obecnie spory toczą się o to, jak rozdzielać pieniądze trafiające do MLB. Większość klubów przynosi dziś straty i domaga się od bogatszych udziału w zyskach. Kluby usiłują obecnie porozumieć się w sprawie równej dystrybucji przychodów. Najbiedniejszy z nich - Tampa Bay - płaci swoim pracownikom - tylko - 33 miliony dolarów rocznie. Prawdopodobnie więc najbogatsze kluby, takie jak NY Yankees, NY Mets czy Texas Rangers będą płacić wewnętrzny "podatek od luksusu", aby podtrzymać rozgrywki.
W negocjacjach doszło także do jeszcze jednego przełomu, choć nie dotyczącego bezpośrednio pieniędzy. Związek zawodowy graczy zgodził się na losowe kontrole antydopingowe swoich członków.