Od trzech tygodni na rynku panuje równowaga między popytem a podażą. Odzwierciedleniem tego stanu rzeczy jest trend boczny na wykresie WIG20. Dolnym ograniczeniem konsolidacji jest 1042-1050 pkt. W tym obszarze ukształtowały się dwa ostatnie dołki. Przełamanie tej wartości może mieć fatalne skutki dla posiadaczy akcji. Po wybiciu dołem sprzedającym powinno wystarczyć siły, żeby w jednym ruchu uporać się ze wsparciem w okolicach 1000 pkt. To oznaczałoby, że indeks znajdzie się na najniższym poziomie od ponad 6 lat. Taka sytuacja mogłaby zachęcić do panicznej wyprzedaży akcji i zaowocować krótkoterminowym przyspieszeniem spadków.
Z drugiej strony trwający od końca lipca trend boczny ma postać podwójnego dna. To formacja typowa dla końca spadków. Do jej pełnego ukształtowania dojdzie, jeśli wartość indeksu wzrośnie ponad wtorkowe maksimum na 1088 pkt. Z wysokości podwójnego dna wynika, że WIG20 powinien zyskać 40 punktów i osiągnąć okolice 1130 pkt. Formację potwierdza wolumen, który na drugim dnie był znikomy. Także wskaźniki krótkoterminowe (RSI i Ultimate), z dywergencjami i wzrostem ponad poziomy równowagi, sugerują, że w krótkim terminie byki nie są bez szans.
Przeciw realizacji formacji przemawia trend średnio i długoterminowy, który ma kierunek spadkowy. Z reguły konsolidacja jest jedynie przerwą w dotychczasowej tendencji - zgodnie z tą zasadą wybicie powinno nastąpić dołem.
Nie jestem zwolennikiem interpretacji wykresu WIG20 zgodnie z którą spadek poniżej 1 pkt. byłby równoznaczny z ukształtowaniem długoterminowej formacji głowy i ramion. Figura taka miałaby obejmować ostatnie pięć lat notowań, podczas gdy poprzedzający ją trend liczyłby sobie ledwie dwa lata. To dość istotna dysproporcja. Do ukształtowania podobnej figury doszło na wykresie argentyńskiego indeksu Merval. Wprawdzie spadek poniżej dołka z 1998 roku wywołał dość paniczną wyprzedaż akcji w sierpniu 2001 roku, to jednak monstrualna głowa z ramionami nie doczekała się realizacji.