Decyzja o pozostawieniu amerykańskich stóp na dotychczasowym poziomie została podjęta dokładnie między dwiema informacjami niosącymi sprzeczne sygnały dla gospodarki. Najpierw uradowaliśmy się słysząc, że sprzedaż detaliczna wzrosła w lipcu o 1,2%. Istotna była również struktura tego wzrostu - po odjęciu sprzedaży samochodów wyniósł on 0,2%, co oznacza, że konsumenci nie postrzegają kondycji gospodarki aż tak źle, jak analitycy oczekujący obniżki stóp. Następnie okazało się, że poziom zapasów amerykańskich przedsiębiorców wzrósł w czerwcu o 0,2%, podczas gdy spodziewano się wartości na tym samym poziomie co w maju. Te ostatnie dane pasują do oceny Fed, zgodnie z którą ryzyko osłabienia koniunktury jest obecnie wyższe niż ryzyko wzrostu inflacji. Po tych informacjach rynek znalazł się w stanie oczekiwania na bodźce, które byłyby w stanie wzmocnić byki lub niedźwiedzie.
Tymczasem presja w kierunku obniżenia stóp będzie zapewne rosła w Polsce ze względu na coraz niższą inflację oraz słabą produkcję przemysłową. Tymczasem rosnące zadłużenie budżetu (w I połowie roku wzrosło o 13%, do 321 mld zł) na pewno nie będzie sprzyjało znacznym redukcjom stóp. Jednak sądzę, że członkowie RPP, biorąc pod uwagę m.in. słabe wyniki oceny koniunktury dokonanej ostatnio przez NBP, zdecydują się na obniżkę. Może będzie to impuls do rozpoczęcia wzrostów trwających dłużej niż jeden dzień. Do tego jednak potrzebna jest również poprawa sytuacji na rynkach europejskich, która ostatnio nie wygląda najlepiej. W Niemczech duże rozczarowanie przyniosła 356-milionowa strata grupy Allianz w II kwartale spowodowana stratami Dresdner Banku. W takich okolicznościach, potęgowanych poważną powodzią, która może osłabić kondycję ubezpieczycieli, trudno oczekiwać rychłej poprawy.
Zwróć uwagę:
Mostostal Płock - ostatnie odbicie od poziomu dołka z końca ubiegłego roku zaowocowało jak dotąd pokonaniem dwóch linii średnioterminowego trendu spadkowego.