taka to już specyfika zdominowanej przez fundusze GPW. Wzrost wtorkowy
wydawał się tym bardziej dziwaczny, że cały świat spokojnie czekał na
wieczorne ogłoszenie decyzji FED.
FED spełnił oczekiwania Wall Street, choć zarówno te oczekiwania, jak i
reakcja na decyzję była trochę dziwna. Wygląda na to, że wszystko na tych
giełdach jest dziwne ;-). Ale po kolei. Zacznijmy od oczekiwań. Spekulacje
co do obniżki i jej skali rozpoczęto na paręnaście dni przed samym
posiedzeniem. Najpierw dwa banki inwestycyjne Lehman Brothers i Goldman
Sachs zaczęły przekonywać opinię publiczną, że stopy procentowe spadną do
końca roku do poziomu 1,00% z obecnych 1,75%. Na jednej sesji wywoływało to
mocne wzrosty, później obawy o stan gospodarki i szybki spadek. Końcowy
efekt jest jednak bardzo pozytywny i indeksy oddaliły się już kilkanaście
procent od dołków. Gwóźdź do niedźwiedziej trumny wbił jeszcze Stephen Roach
z Morgan Stanley, który zaczął prognozować obniżkę stóp o 50 pb już na
najbliższym posiedzeniu. Znalazłem już kilka artykułów na amerykańskich
portalach, w których wspomniane banki są dość ostro oskarżane o celowe
wprowadzanie w błąd opinii publicznej i rozbudzanie nadziei, by podnieść
indeksy. Ja także nie widzę innego wytłumaczenia takich prognoz, tym
bardziej, że w tym samym czasie przeprowadzona przez Reutersa ankieta wśród
21 banków pełniących rolę dealerów rynku pierwotcałkowicie
odrobiona. Brak obniżki stóp potwierdził tradycję, że z poziomu neutralnego
nastawienia w polityce monetarnej stopy nie są obniżane. FED najpierw
ostrzega przed ryzykiem recesji/spowolnienia gospodarczego, a dopiero
później dochodzi do obniżki stóp. Nastawienie w polityce monetarnej jest w
USA dość ważnym "instrumentem" i to mogłaby być dobra lekcja dla naszej RPP,
która przez cały długi cykl obniżek stóp procentowych zamiast recesyjnego
nastawienia, utrzymuje neutralne. To też dziwne.
Teraz przez najbliższe tygodnie na rynku amerykańskim znowu będzie trwała
karkołomna interpretacja danych makro, a prognozowanie zachowania rynku może
być nieco utrudnione. Nie wiadomo bowiem, czy Amerykanie przy kolejnych
złych danych makro bardziej ucieszą się z coraz bardziej prawdopodobnej
obniżki stóp, czy przeważy pesymizm z powodu złego stanu gospodarki i brak
wiary w zbawczą moc obniżek stóp procentowych, które przecież do tej pory za
wiele nie pomogły. Nie będzie wiadomo, czy złe dane wywołają spadek czy
wzrost indeksów ? Do tego w każdym tygodniu może być inaczej. Na szczęście
najbliższy tydzień jest jednym z uboższych w dane makro. Praktycznie jedyne
ważne dane to wskaźniki wyprzedzające (LEI), które opublikowane zostaną w
poniedziałek o 16:00. Do tej pory dość wiarygodnie pokazywały przyszłą
koniunkturę (prognozowany spadek), ale reakcja rynku akurat na te dane jest
z reguły bardzo ograniczona. Większość elementów (wskaźników) które wpływają
na poziom LEI jest znane już znacznie wcześniej. Jednak już następny tydzień
to prawdziwa parada danych makro i wtedy powinno być wesoło. Jeśli chodzi
o komentarz do samej decyzji FED to wydaje się ona w obecnej sytuacji
najlepszym rozwiązaniem. Dalsze obniżki stóp na obecnym etapie rozdmuchałyby
jedynie balonik rynku nieruchomości, a efekt dla całej gospodarki byłby
mizerny. Zmianą nastawienia FED poprawia nastroje i otwiera drogę do
ewentualnych (jeśli już naprawdę będą konieczne) obniżek. Warto przy tym
wspomnieć o nieuchronnie zbliżającym się zagrożeniu inflacyjnym (CRB dalej
rośnie). Podejrzewam, że właśnie wzrost inflacji będzie hitem przyszłego
roku, choćby tylko z powodu, że sporo analityków jest bardzo podzielonych
między scenariusz deflacji/wzrostu inflacji i część z nich będzie mocno
zaskoczona. Ja jestem w tym drugim obozie. Nie muszę chyba mówić, że to
zmusiłoby FED do podwyżek stóp procentowych, a to giełdzie z reguły bardzo
się nie podoba.
Skoro mowa o inflacji to nie sposób pominąć poniedziałkowej publikacji
Głównego Urzędu Statystycznego. GUS poda o 16:00 dane o inflacji w lipcu. W
czerwcu ceny towarów i usług konsumpcyjnych spadły o 0,4 w ujęciu
miesięcznym, a w porównaniu do czerwca 2001 wzrosły o 1,6%. Jeszcze niedawno
większość prognoz mówiła o stabilizacji inflacji w lipcu, ale po spadku cen
żywności należy spodziewać się inflacji w ujęciu rocznym na poziomie
1,3-1,4%. Jedynie jeszcze sierpień może dać (mało prawdopodobne) ostatni
spadek inflacji, a później powinniśmy już rozpocząć odwracanie trendu
spadkowego. "Pomagać" zacznie chociażby akcyza na energię. Te dane w
połączeniu z dynamiką produkcji przemysłowej powinny zadecydować o
ewentualnej obniżce stóp. Niemal wszyscy (także RPP) spodziewają się niskiej
inflacji (ale nie niższej od 1,3%) więc decydująca będzie produkcja
przemysłowa. Ostatnie dane (wzrost 2,2%) były miłą niespodzianką, a lipcowa
wartość prognozowana jest bardzo różnie. Obszar prognoz jest dość szeroki i
niespodzianką będzie chyba dopiero cokolwiek poza 3-5% wzrostu (w ujęciu
rocznym). Ja skłaniałbym się do górnego obszaru prognoz. Niezależnie od
danych podejrzewam, że zaczną pojawiać się naciski na R bardzo niespodziewane. Nawet złe dane mogą zostać przez
RPP zanegowane przez deficyt sektora publicznego, ryzyko stabilności
finansów publicznych, czy spadek skłonności do oszczędzania ...... i z
obniżek nici. Ja jednak oczekuję przynajmniej tych 25 pb.
Czas zerknąć na kilka wykresów. W tym tygodniu doszło do spodziewanego
przebicia linii trendu spadkowego zarówno na kontraktach jak i na indeksie.
wig20fut.gif wig20.gif Wraz z wybiciem z konsolidacji otwiera to
teoretycznie drogę do wzrostu w okolice 1150 pkt. Teoretycznie, to ciężko
cokolwiek takiemu scenariuszowi zarzucić. Patrząc na zniesienia fali
spadkowej taka korekta nie byłaby przecież żadnym "irrational exuberance"
Zniesienia.gif Wspomniany poziom nie przekracza nawet 38,2%. Optymistycznie
zachowują się też średnioterminowe wskaźniki MACD.gif RSI.gif TRIX.gif Na
wykresach intraday rysujemy trendy wzrostowe Kontrakty_intra.gif
Indeks_intra.gif Tak więc co mi nie pasuje ? W analizie technicznej nic
..... i kto chce się kierować tylko analizą techniczną powinien już skończyć
czytać. Bardzo nie podobała mi się piątkowa sesja. Miał to być marazm między
świętem a weekendem, a było zasypanie rynku podażą. PKN niemal cały dzień
był wyjątkowo mocno męczony. Mocnego spadku nie mieliśmy tylko dzięki
wzrostowi TPS (odsyłam na początek tekstu) i PEO, które wzrostem zareagowało
chyba na informacje o obniżeniu docelowej ceny przez Morgan Stanley. Warto
tutaj wspomnieć nie o samej rekomendacji, ale o prognozie zysku dla banku na
cały rok. Przypomnę, że prognoza została ostatnio obniżona przez zarząd do 1
mld z 1,4 mld. Morgan Stanley w raporcie pisze, że większość złych
informacji jest już zdyskontowana, ale sam prognozuje zysk na cały rok na
poziomie tylko 787,8 mln pln. Czy taki wynik też byłby już zdyskontowany ?
Kurs w piątek mocno rósł. Kolejna wątpliwość to brak dalszego wzrostu po
ostatnim wybiciu z konsolidacji. Po wcześniejszym marazmie, można było
oczekiwać jakiegoś dynamicznego ruchu, natomiast kontrakty z indeksem
zatrzymują się na każdym kolejnym oporze i ledwo co nad poziomem
konsolidacji. Jeśli dodać do tego te wszystkie złe wyniki spółek.... Już
kończę straszyć. Mimo wszystko, patrząc na obraz techniczny rynku dalej
zachowuję optymizm. W ostatnie dni sporo się zmniejszył, ale póki linie
trendów wzrostowych na wykresach intra będą się trzymać, można liczyć na
kontynuowanie korekty.
Jeśli chodzi o wykresy w USA, to tutaj też mamy kolejne obawy. Wprawdzie
scenariusz odbicia trwa w najlepsze i rysują się ładne trendy wzrostowe
(oprócz najsłabszego rynku - Nasdaq), to dochodzimy do dość istotnych
oporów, gdzie aż korci by realizować zyski z ostatniego rajdu. Dow.gif
Nasdaq.gif SP500.gif Jak widać wszystkie rynki na bliskich oporach.
Przejście tych poziomów z marszu już na początku tygodnia wydaje mi się
trochę mało prawdopodobne. Powinna być jakaś korekta, która ostudzi
rozgrzane bycze głowy i dopiero drugi atak zadecyduje, czy wracamy do trendu
spadkowego, czy wystąpi powszechne przekonanie o osiągniętym dołku i dalsze
mocne wzrosty. To najprawdopodobniej ustalą dane makro dopiero w przyszłym
tygodniu. Na razie nie widać impulsów ani do spadku, ani do wzrostu. Jak
pisałem danych makro będzie brak, wyników spółek też, a podpisywane raporty
finansowe przez prezesów spółek, były bardziej wydarzeniem medialnym, niż
jakkolwiek istotnym dla giełdowej wyceny. Przecież potwierdzenie raportów
nie zmienia rzeczywistości, a sprawią że jest ona tylko nieco bardziej
wiarygodna (powiedzmy). Dodatkowych pieniędzy to spółce nie przyniesie.
Zresztą zaufania nie buduje się jednym podpisem, a niestety jest to dość
długi i żmudny proces. Trlu sztucznego
poprawienia swoich wyników. Wszyscy zapewne nie mogli się doczekać szansy
ujawnienia prawdy ;-) Informacje na temat zasad księgowania spółki mają
podawać w formie raportu bieżącego równocześnie z przekazaniem raportu
półrocznego (do końca września muszą przekazać).
Tak więc sporo dziś było gdybań, sporo wątpliwości i obaw, ale lekki
optymizm farbowanego byka dalej pozostał. Najważniejsze na ten tydzień są
dane o inflacji i produkcji przemysłowej, oraz losy oporów w USA. Jeśli
wbrew obecnym oczekiwaniom przeszlibyśmy je z marszu i rynek amerykański
ruszyłby do dalszego dynamicznego wzrostu, to żadne obawy o wyniki i
przyszłość polskich spółek nie zatrzymałyby Wig20 przed wzrostem. Tylko co
wtedy z tradycyjnymi dołkami na przełomie września/października ? ;-)
[email protected]