Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Marek Pryzmont Tydzień był nieco krótszy niż zwykle i to nie tylko z powodu czwartkowego święta. Nie było też poniedziałkowej sesji, bo przecież taki marazm trudno uznać za sesję. Obroty najniższe od lat, zmienność praktycznie zerowa, a wszystko przez wyczekiwanie zarówno na wyniki TPS, ale chyba głównie na decyzję FED. Pierwsze były wyniki TPS - poniedziałek po sesji. Reakcja na nie (mocny wzrost) szybko przypomniała mi wydarzenia z poprzedniego kwartału. TPS podała wtedy bardzo złe wy

Publikacja: 18.08.2002 20:10

Marek Pryzmont

Tydzień był nieco krótszy niż zwykle i to nie tylko z powodu czwartkowego

święta. Nie było też poniedziałkowej sesji, bo przecież taki marazm trudno

uznać za sesję. Obroty najniższe od lat, zmienność praktycznie zerowa, a

wszystko przez wyczekiwanie zarówno na wyniki TPS, ale chyba głównie na

Reklama
Reklama

decyzję FED.

Pierwsze były wyniki TPS - poniedziałek po sesji. Reakcja na nie (mocny

wzrost) szybko przypomniała mi wydarzenia z poprzedniego kwartału. TPS

podała wtedy bardzo złe wyniki i wydawało się, że nic nie jest w stanie

uchronić spółki przed przeceną. Aż trudno było uwierzyć, że po takich

wynikach kurs rośnie kilkanaście procent. Na pierwszej sesji po wynikach

Reklama
Reklama

wzrósł 9,4%. Co było tego przyczyną ? Na telekonferencji z analitykami

prezes zapowiedział, że przychody wzrosną 8% (teraz mówi już tylko o 3-5%)

a wynik EBITDA 30%. Tylko ta jedna informacja wystarczyła do wyciągnięcia

ulubienicy funduszy w okolice 15 pln, a całego rynku pod 1500 pkt. Nie muszę

przypominać co było dalej. TPS podaje wyniki jako jedna z ostatnich ważnych

spółek i chyba zarządzający korzystają w ten sposób "z braku dalszych

Reklama
Reklama

zagrożeń" i podnoszą rynek. Powód nie ważny, tak samo jak nie ważne podstawy

wzrostu. Podobnie było i przy obecnych wynikach, choć skala wzrostu

oczywiście (a może tylko na razie ?) nieporównywalna.

Jeśli chodzi o cały rynek to wyniki znów były fatalne. Połowa spółek z Wig20

przynosi straty. Jeśli chodzi o inicjującą wtorkowy wzrost TPS, to

Reklama
Reklama

skonsolidowana strata netto TP SA w II kw. 2002 roku wyniosła 85,9 mln zł,

wobec 379,4 mln zł zysku netto rok wcześniej. Kilka tygodni temu nikt nie

spodziewał się straty, ale po utworzeniu rezerw 238 mln na restrukturyzację

zatrudnienia, minusa uniknąć się nie dało (drastycznie obniżono prognozy

analityków - ale kursu nie). Biorąc pod uwagę całe półrocze, to w porównaniu

Reklama
Reklama

do poprzedniego roku, mamy stratę 19,1 mln wobec 1,2 miliarda zysku rok

wcześniej. Czy to jest powód do wzrostu ? Podobnie jak w poprzednim kwartale

NIE, ale skórę byków znów uratował prezes, który informacją "TPS nie

zamierza utworzyć nowych rezerw na redukcję zatrudnienia" dał pretekst do

wzrostów. Znowu dziwna i trochę niezrozumiała dla mnie reakcja rynku, ale

Reklama
Reklama

taka to już specyfika zdominowanej przez fundusze GPW. Wzrost wtorkowy

wydawał się tym bardziej dziwaczny, że cały świat spokojnie czekał na

wieczorne ogłoszenie decyzji FED.

FED spełnił oczekiwania Wall Street, choć zarówno te oczekiwania, jak i

reakcja na decyzję była trochę dziwna. Wygląda na to, że wszystko na tych

giełdach jest dziwne ;-). Ale po kolei. Zacznijmy od oczekiwań. Spekulacje

co do obniżki i jej skali rozpoczęto na paręnaście dni przed samym

posiedzeniem. Najpierw dwa banki inwestycyjne Lehman Brothers i Goldman

Sachs zaczęły przekonywać opinię publiczną, że stopy procentowe spadną do

końca roku do poziomu 1,00% z obecnych 1,75%. Na jednej sesji wywoływało to

mocne wzrosty, później obawy o stan gospodarki i szybki spadek. Końcowy

efekt jest jednak bardzo pozytywny i indeksy oddaliły się już kilkanaście

procent od dołków. Gwóźdź do niedźwiedziej trumny wbił jeszcze Stephen Roach

z Morgan Stanley, który zaczął prognozować obniżkę stóp o 50 pb już na

najbliższym posiedzeniu. Znalazłem już kilka artykułów na amerykańskich

portalach, w których wspomniane banki są dość ostro oskarżane o celowe

wprowadzanie w błąd opinii publicznej i rozbudzanie nadziei, by podnieść

indeksy. Ja także nie widzę innego wytłumaczenia takich prognoz, tym

bardziej, że w tym samym czasie przeprowadzona przez Reutersa ankieta wśród

21 banków pełniących rolę dealerów rynku pierwotcałkowicie

odrobiona. Brak obniżki stóp potwierdził tradycję, że z poziomu neutralnego

nastawienia w polityce monetarnej stopy nie są obniżane. FED najpierw

ostrzega przed ryzykiem recesji/spowolnienia gospodarczego, a dopiero

później dochodzi do obniżki stóp. Nastawienie w polityce monetarnej jest w

USA dość ważnym "instrumentem" i to mogłaby być dobra lekcja dla naszej RPP,

która przez cały długi cykl obniżek stóp procentowych zamiast recesyjnego

nastawienia, utrzymuje neutralne. To też dziwne.

Teraz przez najbliższe tygodnie na rynku amerykańskim znowu będzie trwała

karkołomna interpretacja danych makro, a prognozowanie zachowania rynku może

być nieco utrudnione. Nie wiadomo bowiem, czy Amerykanie przy kolejnych

złych danych makro bardziej ucieszą się z coraz bardziej prawdopodobnej

obniżki stóp, czy przeważy pesymizm z powodu złego stanu gospodarki i brak

wiary w zbawczą moc obniżek stóp procentowych, które przecież do tej pory za

wiele nie pomogły. Nie będzie wiadomo, czy złe dane wywołają spadek czy

wzrost indeksów ? Do tego w każdym tygodniu może być inaczej. Na szczęście

najbliższy tydzień jest jednym z uboższych w dane makro. Praktycznie jedyne

ważne dane to wskaźniki wyprzedzające (LEI), które opublikowane zostaną w

poniedziałek o 16:00. Do tej pory dość wiarygodnie pokazywały przyszłą

koniunkturę (prognozowany spadek), ale reakcja rynku akurat na te dane jest

z reguły bardzo ograniczona. Większość elementów (wskaźników) które wpływają

na poziom LEI jest znane już znacznie wcześniej. Jednak już następny tydzień

to prawdziwa parada danych makro i wtedy powinno być wesoło. Jeśli chodzi

o komentarz do samej decyzji FED to wydaje się ona w obecnej sytuacji

najlepszym rozwiązaniem. Dalsze obniżki stóp na obecnym etapie rozdmuchałyby

jedynie balonik rynku nieruchomości, a efekt dla całej gospodarki byłby

mizerny. Zmianą nastawienia FED poprawia nastroje i otwiera drogę do

ewentualnych (jeśli już naprawdę będą konieczne) obniżek. Warto przy tym

wspomnieć o nieuchronnie zbliżającym się zagrożeniu inflacyjnym (CRB dalej

rośnie). Podejrzewam, że właśnie wzrost inflacji będzie hitem przyszłego

roku, choćby tylko z powodu, że sporo analityków jest bardzo podzielonych

między scenariusz deflacji/wzrostu inflacji i część z nich będzie mocno

zaskoczona. Ja jestem w tym drugim obozie. Nie muszę chyba mówić, że to

zmusiłoby FED do podwyżek stóp procentowych, a to giełdzie z reguły bardzo

się nie podoba.

Skoro mowa o inflacji to nie sposób pominąć poniedziałkowej publikacji

Głównego Urzędu Statystycznego. GUS poda o 16:00 dane o inflacji w lipcu. W

czerwcu ceny towarów i usług konsumpcyjnych spadły o 0,4 w ujęciu

miesięcznym, a w porównaniu do czerwca 2001 wzrosły o 1,6%. Jeszcze niedawno

większość prognoz mówiła o stabilizacji inflacji w lipcu, ale po spadku cen

żywności należy spodziewać się inflacji w ujęciu rocznym na poziomie

1,3-1,4%. Jedynie jeszcze sierpień może dać (mało prawdopodobne) ostatni

spadek inflacji, a później powinniśmy już rozpocząć odwracanie trendu

spadkowego. "Pomagać" zacznie chociażby akcyza na energię. Te dane w

połączeniu z dynamiką produkcji przemysłowej powinny zadecydować o

ewentualnej obniżce stóp. Niemal wszyscy (także RPP) spodziewają się niskiej

inflacji (ale nie niższej od 1,3%) więc decydująca będzie produkcja

przemysłowa. Ostatnie dane (wzrost 2,2%) były miłą niespodzianką, a lipcowa

wartość prognozowana jest bardzo różnie. Obszar prognoz jest dość szeroki i

niespodzianką będzie chyba dopiero cokolwiek poza 3-5% wzrostu (w ujęciu

rocznym). Ja skłaniałbym się do górnego obszaru prognoz. Niezależnie od

danych podejrzewam, że zaczną pojawiać się naciski na R bardzo niespodziewane. Nawet złe dane mogą zostać przez

RPP zanegowane przez deficyt sektora publicznego, ryzyko stabilności

finansów publicznych, czy spadek skłonności do oszczędzania ...... i z

obniżek nici. Ja jednak oczekuję przynajmniej tych 25 pb.

Czas zerknąć na kilka wykresów. W tym tygodniu doszło do spodziewanego

przebicia linii trendu spadkowego zarówno na kontraktach jak i na indeksie.

wig20fut.gif wig20.gif Wraz z wybiciem z konsolidacji otwiera to

teoretycznie drogę do wzrostu w okolice 1150 pkt. Teoretycznie, to ciężko

cokolwiek takiemu scenariuszowi zarzucić. Patrząc na zniesienia fali

spadkowej taka korekta nie byłaby przecież żadnym "irrational exuberance"

Zniesienia.gif Wspomniany poziom nie przekracza nawet 38,2%. Optymistycznie

zachowują się też średnioterminowe wskaźniki MACD.gif RSI.gif TRIX.gif Na

wykresach intraday rysujemy trendy wzrostowe Kontrakty_intra.gif

Indeks_intra.gif Tak więc co mi nie pasuje ? W analizie technicznej nic

..... i kto chce się kierować tylko analizą techniczną powinien już skończyć

czytać. Bardzo nie podobała mi się piątkowa sesja. Miał to być marazm między

świętem a weekendem, a było zasypanie rynku podażą. PKN niemal cały dzień

był wyjątkowo mocno męczony. Mocnego spadku nie mieliśmy tylko dzięki

wzrostowi TPS (odsyłam na początek tekstu) i PEO, które wzrostem zareagowało

chyba na informacje o obniżeniu docelowej ceny przez Morgan Stanley. Warto

tutaj wspomnieć nie o samej rekomendacji, ale o prognozie zysku dla banku na

cały rok. Przypomnę, że prognoza została ostatnio obniżona przez zarząd do 1

mld z 1,4 mld. Morgan Stanley w raporcie pisze, że większość złych

informacji jest już zdyskontowana, ale sam prognozuje zysk na cały rok na

poziomie tylko 787,8 mln pln. Czy taki wynik też byłby już zdyskontowany ?

Kurs w piątek mocno rósł. Kolejna wątpliwość to brak dalszego wzrostu po

ostatnim wybiciu z konsolidacji. Po wcześniejszym marazmie, można było

oczekiwać jakiegoś dynamicznego ruchu, natomiast kontrakty z indeksem

zatrzymują się na każdym kolejnym oporze i ledwo co nad poziomem

konsolidacji. Jeśli dodać do tego te wszystkie złe wyniki spółek.... Już

kończę straszyć. Mimo wszystko, patrząc na obraz techniczny rynku dalej

zachowuję optymizm. W ostatnie dni sporo się zmniejszył, ale póki linie

trendów wzrostowych na wykresach intra będą się trzymać, można liczyć na

kontynuowanie korekty.

Jeśli chodzi o wykresy w USA, to tutaj też mamy kolejne obawy. Wprawdzie

scenariusz odbicia trwa w najlepsze i rysują się ładne trendy wzrostowe

(oprócz najsłabszego rynku - Nasdaq), to dochodzimy do dość istotnych

oporów, gdzie aż korci by realizować zyski z ostatniego rajdu. Dow.gif

Nasdaq.gif SP500.gif Jak widać wszystkie rynki na bliskich oporach.

Przejście tych poziomów z marszu już na początku tygodnia wydaje mi się

trochę mało prawdopodobne. Powinna być jakaś korekta, która ostudzi

rozgrzane bycze głowy i dopiero drugi atak zadecyduje, czy wracamy do trendu

spadkowego, czy wystąpi powszechne przekonanie o osiągniętym dołku i dalsze

mocne wzrosty. To najprawdopodobniej ustalą dane makro dopiero w przyszłym

tygodniu. Na razie nie widać impulsów ani do spadku, ani do wzrostu. Jak

pisałem danych makro będzie brak, wyników spółek też, a podpisywane raporty

finansowe przez prezesów spółek, były bardziej wydarzeniem medialnym, niż

jakkolwiek istotnym dla giełdowej wyceny. Przecież potwierdzenie raportów

nie zmienia rzeczywistości, a sprawią że jest ona tylko nieco bardziej

wiarygodna (powiedzmy). Dodatkowych pieniędzy to spółce nie przyniesie.

Zresztą zaufania nie buduje się jednym podpisem, a niestety jest to dość

długi i żmudny proces. Trlu sztucznego

poprawienia swoich wyników. Wszyscy zapewne nie mogli się doczekać szansy

ujawnienia prawdy ;-) Informacje na temat zasad księgowania spółki mają

podawać w formie raportu bieżącego równocześnie z przekazaniem raportu

półrocznego (do końca września muszą przekazać).

Tak więc sporo dziś było gdybań, sporo wątpliwości i obaw, ale lekki

optymizm farbowanego byka dalej pozostał. Najważniejsze na ten tydzień są

dane o inflacji i produkcji przemysłowej, oraz losy oporów w USA. Jeśli

wbrew obecnym oczekiwaniom przeszlibyśmy je z marszu i rynek amerykański

ruszyłby do dalszego dynamicznego wzrostu, to żadne obawy o wyniki i

przyszłość polskich spółek nie zatrzymałyby Wig20 przed wzrostem. Tylko co

wtedy z tradycyjnymi dołkami na przełomie września/października ? ;-)

[email protected]

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama