Po raz pierwszy od dwóch miesięcy oferta bonów rocznych przekroczyła 600 mln zł - wczoraj resort finansów chciał sprzedać papiery za 700 mln zł. I od razu doszło do lekkiego spadku zainteresowania inwestorów. Chcieli kupić bony o łącznej wartości przeszło 2,35 mld zł, czyli ponadtrzykrotnie większej od oferty MF. Na poprzednim przetargu ten stosunek wynosił prawie 1 do 6. Było to oczywiście zasługą niższej oferty (o wartości 400 mln zł), ale nawet pod względem wartości popytu (prawie 2,4 mld zł) poprzedni przetarg był lepszy od wczorajszego.
Co może być powodem słabszego zainteresowania inwestorów? Część mogła uznać, że lepiej poczekać na dane o inflacji, które nie były znane w trakcie przetargu, by mieć pewność, że będzie obniżka stóp procentowych. Inni mogli czekać na to, jakich zmian dokona dzisiaj rząd w założeniach do przyszłorocznego budżetu. Wprawdzie informacje docierające do rynku wydają się korzystne - chodzi o zmniejszenie deficytu budżetowego i obniżenie prognozy przyszłorocznej inflacji - jednak inwestorzy nie są pewni, jak Rada Ministrów będzie chciała tego dokonać. Przy pierwszym podejściu do założeń na rok przyszły, kiedy rząd zdecydował się na 43 mld zł deficytu budżetowego, skończyło się rezygnacją poprzedniego ministra finansów Marka Belki. Wśród pogłosek o przyczynach tej rezygnacji była i taka, że miał on dosyć ograniczania nadmiernych apetytów kolegów z rządu.
Ograniczenie deficytu budżetowego przy mniejszej inflacji oznacza albo konieczność większych cięć, co zostałoby odebrane pozytywnie przez rynek, albo zwiększenie dochodów poprzez podwyżki podatków. A to z kolei mogłoby jeśli nie odsunąć, to spowolnić ożywienie gospodarcze, na które wszyscy liczą.
Zapewne obawy o to, jaką drogę wybierze rząd, miały wpływ na niewielki spadek rentowności na wczorajszym przetargu. Z kolei ocena rynku, dotycząca budżetowych propozycji rządu, zdecyduje o wynikach następnego przetargu. Bo tego, że w sierpniu dojdzie do obniżki stóp procentowych NBP, prawie wszyscy są pewni.