Przewidywanie koniunktury giełdowej nie jest sprawą prostą. Biorąc pod uwagę liczbę próbujących oraz liczbę sukcesów można powiedzieć, iż umiejętność ta urasta do rangi sztuki. Nikt jednak nie obiecywał, że będzie łatwo, ale z drugiej strony, im trudniej, im większe ryzyko, tym większa nagroda. Zamknięcie wtorkowej sesji raczej nie napawało optymizmem. Szczególnie kiepsko wyglądał PKN Orlen, który przy dużych obrotach od trzech sesji spadał jak kamień. Prasowe spekulacje o możliwości sprzedaży jego akcji przez "zagranicę" w celu zakupu walorów węgierskiego MOL podgrzały atmosferę, po której jednak wczoraj nie pozostał żaden ślad.
Dynamiczny wzrost akcji naftowej spółki poparty ogromnymi obrotami sprowokował inwestorów do śmielszych zakupów, choć ruszyły głównie spółki z WIG20. Popyt koncentrował się tradycyjnie na TP SA, PKN i kilku innych większych firmach. Najważniejsze jest jednak to, iż padła wreszcie atakowana już kilkakrotnie bariera 1100 pkt. na WIG20, co otwiera drogę do wzrostów indeksu o kolejne kilkadziesiąt punktów.
Dobre informacje makroekonomiczne, jakie dotarły ostatnio do rynku, mogły spowodować tak pozytywną reakcję inwestorów. Warto jednak pamiętać, iż rekordowo niską inflację można wytłumaczyć słabym popytem wewnętrznym, a wzrost produkcji przemysłowej - różnicą liczby dni pracujących w kolejnych miesiącach. Poza tym nieśmiałe oznaki ożywienia naszej gospodarki nie będą nic warte, jeśli nie ruszą gospodarki naszych partnerów zagranicznych, zwłaszcza Niemiec. Można zatem stwierdzić, iż przy obecnym stanie wiedzy ogłoszenie końca bessy jest stanowczo zbyt przedwczesne.