Piątkowa sesja nie należała do emocjonujących. I to zarówno pod względem zmienności (11 pkt.), jak i obrotów (6563 sztuk). Wrześniowa seria kontraktów przez większość czasu oscylowała wokół poziomu 1125 pkt., żeby ostatecznie zamknąć się na 1126 pkt. Takie zachowanie rynku może być nienaturalne w kontekście środowego wybicia. Niesie bowiem ze sobą bardzo silną sugestię, iż atak z połowy tygodnia to tylko jednodniowa akcja. Patrząc na rodzimy rynek od strony fundamentów, wcale nie ma się czemu dziwić. Zwłaszcza jeśli uświadomimy sobie, że trwające od ponad miesiąca ożywienie na globalnym rynku, to tylko korekta wcześniejszych spadków. I co więcej, korekta, która najprawdopodobniej właśnie się kończy. W tej sytuacji nie ma się co dziwić inwestorom, że z pewnym dystansem podchodzą do wzrostów.

Z punktu widzenia analizy technicznej, sytuacja nie wygląda wcale tak źle, jakby to mogło wynikać z powyższego akapitu. Wrześniowy kontrakt na WIG20 cały czas znajduje się powyżej 1100 pkt., zostawiając w tyle pokonaną 13 sierpnia br. dwumiesięczną linię bessy, a także trzynastodniową średnią (1087 pkt.). Zamknięta luka bessy z 22 lipca br. pozwala myśleć o kontynuacji wzrostów do 1170 pkt. (po uprzedniej korekcie do 1100 pkt.), gdzie poważną barierę podażową tworzy dołek z zeszłego roku.

Obecnie jedynie wykres tygodniowy przypomina, że mamy do czynienia zaledwie z korektą wcześniejszych, ponad 300-punktowych spadków. Pomimo obrony wsparcia, jakie tworzy połowa długiej białej świecy z października ub.r., brak formacji odwrócenia trendu każe traktować te wzrosty tylko w kategorii odbicia. Zwłaszcza że pomimo podejmowanych wysiłków, wciąż nie zamknięta zostaje luka bessy sprzed pięciu tygodni (1117-1130 pkt.), a układ średnich jest charakterystyczny dla bessy.