Podoba mi się przedsiębiorczość amerykańskich inwestorów, którzy skupują papierowe akcje największych korporacyjnych bankrutów - Enrona, WorldComu i Global Crossingu, licząc, że wzbogacą się na nich w przyszłości. Dużym powodzeniem wśród kolekcjonerów cieszą się też raporty finansowe upadłych firm oraz ich kodeksy zasad etycznych. Papierowe akcje Adelphia Communication "chodzą" po 80 USD, a Global Crossingu po ok. 200 USD.
My też nie mamy się czego wstydzić. Papierowe akcje zlikwidowanego giełdowego Universalu są towarem poszukiwanym przez kolekcjonerów na wtórnym rynku. Kolejne spółki bronią się przed zatrudnieniem syndyka, który, jak pokazuje przykład Espebepe, do tanich nie należy. Zdematerializowany obrót na GPW sprawił jednak, że papierowych akcji upadłych giełdowych spółek nie mamy w nadmiarze, gdyż zanim zbankrutują, rzadko kiedy są wcześniej wycofywane z publicznego obrotu, co skutkuje zamianą udziałów na materialną, czyli papierową postać. A szkoda. Bo czyż nie pięknie wyglądałaby np. akcja Oceanu? Już widzę na czerpanym papierze wzburzone niebieskie fale i próbujących utrzymać się na jego powierzchni inwestorów. Równie interesująco może wyglądać materialny papier Elektrimu, oczywiście, jeśli spółka zakończy żywot wycofaniem z obrotu, a potem bankructwem. Akcja mogłaby przedstawiać "elka" (w Kanadzie w ten sposób często określają łosie) na pustym rykowisku, ryczącego z tęsknoty za klejnotami, które kiedyś miał, a potem zastawił i stracił.
Dobrym pomysłem jest też przedstawianie wizerunków prezesów, którzy przyłożyli swe rączki do tego, by z obrotu niematerialnego inwestorzy ponownie mogli obracać dobrem materialnym. Lepiej bowiem jest mieć plik ładnych akcji z portretem np. Barbary Lundberg niż nic niewart zapis na rachunku maklerskim. Już widzę w polskim portalu aukcyjnym Allegro, w dziale "Antyki i kolekcje", w poddziale - "Papiery wartościowe", następujące ogłoszenie - "Sprzedam dwie Basie w idealnym stanie bez ubytków i zgnieceń z 2002 r. w cenie nominalnej 1 zł za 5 zł lub wymienię za jednego Przywieczera".
Czy Państwo wiecie, po ile "chodzi" ceduła Giełdy Zbożowej i Towarowej w Krakowie, reklamowana w internetowej aukcji w następujący sposób: "Urzędowa Ceduła z dnia 25 września 1928 r; godzina 13 w południe, zawiera ceny zbóż, roślin strączkowych, rzepaku, maku, koniczyny, mąki i produktów młynarskich regularnego typu itp. Są to ?ceny orjentacyjne wypośrodkowane przez Komisję notowań na podstawie nieoficjalnych transakcyj, oraz podaży i popytu?. Tendencja ogólna: spokojna, obroty małe. Na cedule okrągła pieczęć giełdy. Druk jednostronny o formacie 31,5x47,5cm. Stan dobry". Można ją kupić za jedyne 32 zł. Nieco więcej, bo prawie 50 zł, kosztuje akcja łódzkich elektrowni z 1927 r., wyemitowana przez Société Générale.
Dlatego też ze szczególnym sentymentem spoglądam na klepkę z parkietu warszawskiej giełdy, którą otrzymałem po jej przeprowadzce do nowej siedziby. Leży sobie klepka i powoli nabiera wartości. A kto wie, czy np. odcisk palca prezesa GPW Wiesława Rozłuckiego na papierowym wydruku arkusza giełdowych zleceń z 1994 r. nie zostanie sprzedany w 2094 r. za 15 zł?