Afery księgowe w amerykańskich przedsiębiorstwach rozwijają się w najlepsze. Kolejne odsłony tego spektaklu robią duże wrażenie na widzach ze względu na skalę malwersacji i bezczelność a także - przez długie lata - bezkarność głównych bohaterów. Problem nie jest jednak nowy. Kiedy jeszcze kwitł, dogorywający obecnie w najbardziej egzotycznych zakątkach świata, system nakazowo-rozdzielczy mógłby i w tej dziedzinie konkurować z najbardziej rozwiniętymi gospodarkami. Jako pierwowzór twórczych księgowych jawi się więc Lejzorek Rojtszwaniec, który - jako specjalista do spraw hodowli bydła - potrafił nawet martwą parę królików zmusić do rozmnażania i zrobił to tak skutecznie, że wyhodował największe bodaj na świecie stado. Jak sam przyznał, osiągnął sukcesy dzięki niezwykłemu pokarmowi - żywił je bowiem wyłącznie służbową fantazją. Sęk w tym, że jako wybitnie uzdolniony menedżer ściągnął na siebie uwagę urzędników z centrali. I - podobnie jak w przypadku Enronu czy innych amerykańskich korporacji - zachwyty i pochwały zamieniły się w groźby i przekleństwa. Jedna rzecz godna uwagi - Lejzorek w gruncie rzeczy odpowiadał na zapotrzebowanie społeczne, realizował oczekiwania kierownictwa, chronił własne miejsce pracy (i przełożonych) oraz starał się przypodobać właścicielom, a ściślej mówiąc - jedynie słusznemu i najlepszemu - właścicielowi. Kierował się motywami podobnymi do tych, o których mówią teraz amerykańscy biznesmeni. Z tą różnicą, że tam rozmnaża się nie martwe króliki, ale zyski. I w interesie tylko wybranych właścicieli, ze stratą dla wszystkich pozostałych.

Moja znajoma twierdzi, że księgowość jest twórcza z natury, a zna się na rzeczy, bo rachunkowością zajmuje się od - bagatela - 40 lat. I nie chodzi jej o to, że trzeba fałszować zyski, zaniżać straty i udawać, że wszystko jest w porządku. Rzecz w tym, że wbrew obiegowym opiniom praca księgowego nie polega na żmudnym porządkowaniu papierów i wypisywaniu coraz dłuższych kolumn cyfr. Twórcza oznacza w tym przypadku będąca efektem interpretacji, wyboru, wykorzystywania różnych możliwości. W granicach prawa i zdrowego rozsądku. Inne praktyki trzeba nazywać po imieniu i mówić o oszustwach, manipulacji i nieuczciwości.

Dowiaduję się z wielu publikacji, że u nas problem ten nie istnieje. Zapewniają nas teraz o tym spółki giełdowe w składanych na życzenie Komisji Papierów Wartościowych i Giełd oświadczeniach. Piszą w nich, że ich wyniki są rzetelne, prawidłowe i rzeczywiste. Niektóre dodają, że nie stosowały żadnego zabiegu księgowego w celu ich poprawienia. Ciekawe, czy doczekamy się odmiennego pisma - że zyski zostały zawyżone i firma ma na sumieniu kilka księgowych sztuczek.

Amerykanie wszystko muszą mieć największe - afery także. To, co wielkie, łatwo rzuca się w oczy. Drobne przekręty umykają uwadze. Łatwiej je ukryć, trudniej wytropić. Nikt chyba jednak nie wątpi, że wielu naszych biznesowych cudotwórców rozmnażało pieniądze, z pomocą księgowych, karmiąc je może nie służbową wyobraźnią, ale ludzką naiwnością. A spółki giełdowe? - Rozmnażać, produkować, pracować - krzyczy do Lejzorka jego przełożony. - Tabele, wykresy, wykazy - podpowiada. Pamiętam imponujące tabele, wykazy i wykresy wielu firm giełdowych, także tych, które dziś bankrutują i marzą jedynie o tym, by cichutko zniknąć z rynku. Kto nie pamięta optymistycznych prognoz, sporządzanych przez księgowych najczęściej w związku z ofertami publicznymi przedsiębiorstw i zapewne na zamówienie ich zarządów? Jeśli nie ma żadnych sztuczek księgowych - to co z wnioskami z raportu o stanie spółek Skarbu Państwa, choćby nawet wiele stawianych w nim tez było odpowiedzią na polityczne zamówienie. W piątek agencje doniosły, że były prezes KGHM został oskarżony o poświadczenie nieprawdy oraz działania na szkodę spółki. Firma zapłaciła fakturę VAT opiewającą na blisko 28 tys. złotych, traktując wydatek jako koszty wynikające ze "spotkania służbowego oraz konsultacji gospodarczo-politycznych członków zarządu KGHM". W rzeczywistości chodziło o opłacenie pobytu w luksusowym hotelu ważnego polityka i jego świty.

Na pytanie, gdzie są te tysiące królików, o których pisał w sprawozdaniach, Lejzorek odpowiedział z rozbrajającą szczerością - w szafie. Ciekawe, co by się znalazło w szafach wielu naszych firm, gdyby dobrze w nich pogrzebać, nie poprzestając jedynie na zapewnieniach menedżerów, że wszystko jest w porządku.