Grający na zwyżkę nie zdołali na ostatniej sesji zeszłego tygodnia uporać się z dołkami z września zeszłego roku. Na tygodniowym wykresie S&P 500 ukształtowała się świeca z wyraźnie zaznaczonym podażowym cieniem. W połączeniu z odbiciem od wspomnianego oporu na wykresie dziennym, spycha to byki do defensywy. Dopóki wykres indeksu znajduje się ponad poziomem 910 pkt., jest szansa, że kupujący podejmą jeszcze jeden atak na opór na 965 pkt. Krótkoterminowa konsolidacja przed tym atakiem znacznie zwiększyłaby szansę na kontynuację zwyżki, szczególnie że nie było jej na początku wzrostu. Spadek poniżej 910 pkt. oznaczać będzie załamanie trendu wzrostowego na amerykańskim rynku akcji. Biorąc pod uwagę, iż w ramach krótkoterminowej poprawy koniunktury indeks wzrósł ponad 20%, nie sądzę, żeby załamanie to miało być gwałtowne.

W podobny sposób skomplikowała się sytuacja techniczna indeksu spółek technologicznych. Nasdaq Composite również nie zdołał pokonać oporu wyznaczanego przed zeszłoroczny dołek. Teraz wskaźnik bronić się będzie przez powrotem do bessy. Najsolidniejsze wsparcie stanowi poziom 1345 pkt. Na tej wysokości zbiega się wstępna linia trendu wzrostowego i lokalny szczyt koniunktury z końca lipca. Przekroczenie 1423 pkt., czyli wzrost ponad wrześniowy dołek, pozwoli na kontynuację zwyżek do 1500 punktów. Wynika to z wysokości krótkoterminowego podwójnego dna oraz z faktu, że na tym poziomie znajduje się kolejna linia trendu spadkowego.

Po czterech tygodniach konsolidacji w górę wybił się Nikkei 225. Oddala to przynajmniej na jakiś czas niebezpieczeństwo powrotu indeksu do bessy, z którą zmaga się już ponad 2 lata. Na wczorajszej sesji indeks przekroczył 10 tys. punktów i znajduje się w krótkoterminowym trendzie wzrostowym. Z wysokości konsolidacji wynika, że indeks powinien osiągnąć wartość 10,5 tys. punktów. Biorąc pod uwagę fakt, że tendencja długoterminowa ma kierunek boczny, a jej górnym ograniczeniem jest 12 tys. punktów, nie wykluczyłbym, że indeks będzie zwyżkował aż do tej wartości.