Ustawa budżetowa na ten rok zakłada, że z tytułu wpływów prywatyzacyjnych do budżetu trafi 6,7 mld zł. Do końca lipca na konto ministerstwa skarbu trafiło niewiele ponad 824 mln zł, co stanowi zaledwie 12,5% całorocznego planu. Istnieje więc poważne ryzyko, że budżetowy zapis nie zostanie w tym roku zrealizowany. Możliwość taką potwierdził szef resortu Wiesław Kaczmarek. - Jeżeli wykonanie zaplanowanej w budżecie normy miałoby zaszkodzić gospodarce, to nie będę dążył do jej zrealizowania za wszelką cenę. To oznacza, że dochody prywatyzacyjne mogą być mniejsze, niż założono w budżecie - powiedział wczoraj Wiesław Kaczmarek w radiowej "Jedynce".
Wpływów z tytułu sprzedaży państwowych spółek nie udało się zrealizować również w ubiegłym roku, gdy zaplanowano, że do budżetu trafi z tego tytułu aż 18 mld zł, a wpłynęło zaledwie ok. 6,5 mld zł. Wysokość tegorocznych dochodów prywatyzacyjnych zależy przede wszystkim od powodzenia sprzedaży Cefarmu Warszawa, grupy pośredników w handlu energią G8, warszawskiego Stoenu, Polmosów oraz Rafinerii Gdańskiej. Wszystko wskazuje na to, że tę ostatnią uda się sprzedać konsorcjum Rotch Energy i Łukoil, a decyzja w tej sprawie zapadnie być może jeszcze w tym tygodniu.