Zdecydowanie kupujących, widoczne w końcowej części wtorkowej sesji, pozostawiło bardzo dobre wrażenie i skłania do zastanowienia nad tym, jak długo zwyżki mogą jeszcze potrwać. Nie wydaje się, by można w obecnie znaleźć fundamentalne przesłanki do tak znacznej poprawy koniunktury. Raczej jest ona odbiciem trendów na czołowych rynkach akcji, gdzie od miesiąca obserwujemy ocieplenie nastrojów. Jeśli taką diagnozę przyjąć za prawdziwą, to rodzi się poważna wątpliwość, czy w najbliższym czasie uda się pokonać wczorajsze maksimum na WIG20. Amerykańskie indeksy Nasdaq i S&P500 dotarły do ubiegłorocznych dołków i mają bardzo duże problemy z kontynuacją wzrostów. Początek wtorkowych notowań nie wypadł pomyślnie i przyniósł reakcję typową dla trendu spadkowego - znakomita informacja o lipcowych zamówieniach na dobra trwałego użytku została prawie zignorowana, za to inwestorzy negatywnie zareagowali na indeks zaufania konsumentów i złe wiadomości z Intela. W tle pozostaje niepewność związana z możliwym atakiem na Irak. Warto zwrócić uwagę na ostatnie notowania euro względem dolara, sugerujące powrót europejskiej waluty do trendu wzrostowego, który towarzyszył przecenie na rynkach akcji od maja do czerwca.

Nasz rynek odrobił około 1/3 dwumiesięcznej fali spadkowej. Taka skala odbicia jest charakterystyczna dla trwającej od marca 2000 r. bessy i to każe pozostawać bardzo ostrożnym przy podejmowaniu decyzji o kupnie papierów. Rynek jest rozgrzany ostatnimi zwyżkami, więc zapewne będzie się mocno bronił przed szybkim powrotem do głównego trendu Jeśli jednak na światowych giełdach zostaną przełamane krótkookresowe linie trendu wzrostowego, o dalsze zwyżki w Warszawie będzie bardzo trudno.