Są dwie grupy podatników - uczciwi i nieuczciwi. Dla pierwszych propozycje resortu finansów, dotyczące abolicji podatkowej, są bez znaczenia. Oni mają, od lat, inny kłopot na głowie - system podatkowy jest u nas niejasny, nieprecyzyjny i nieprzewidywalny. Wciąż zmieniają się reguły gry i przybywa obciążeń.
Ci, co ukrywali dochody przed urzędami skarbowymi, mają powody do radości. 7,5% podatku abolicyjnego od nieujawnionych wcześniej dochodów to naprawdę niedużo. Niewielka cena uwolnienia się od strachu. Słyszałem o lekarzu, który miał dobrą opinię wśród pacjentów i odpowiedzialne stanowisko. Uzbierał sporo dowodów wdzięczności. W przeciwieństwie do wielu kolegów, którzy wybudowali okazałe domy i mają się czym pochwalić na parkingu, zachował skromny, bardzo skromny, tryb życia. Z wrodzonej ostrożności. Podobno boi się pytań. Jedyne, na co sobie pozwala, to podróże. Chce po cichu i przyjemnie wydać oszczędności. Może teraz zmieni zdanie i pozwoli zarobić nie tylko biurom podróży. 7,5% to niewiele więcej niż dochód z rocznej lokaty bankowej. Po zalegalizowaniu majątku nieuczciwy podatnik będzie więc mógł stosunkowo szybko odzyskać utraconą cząstkę swoich dóbr.
Rozmiary szarej strefy wszyscy specjaliści oceniają jako gigantyczne. Nikt przecież nie lubi się dzielić z fiskusem. Z pazernym i często bezmyślnym, tym bardziej. Nic więc dziwnego, że resort finansów liczy na imponujące wpływy z abolicyjnego podatku.
Czyli wszyscy powinni być zadowoleni? No, niezupełnie. Fiskus nakłada niewielką pokutę na tych, którzy zgrzeszyli przeciwko niemu. Dlaczego jednak nie nagradza tych, którzy brzydzą się brudnymi pieniędzmi? Byłbym więc za amnestią Kołodki, gdyby wzbogacony w ten sposób fiskus dał odetchnąć uczciwym podatnikom. Po prostu proszę o odrobinę sprawiedliwości. Ministerstwo Finansów zakłada, że opodatkowanie tylko 1% dochodów szarej strefy z lat 1996-2001 przyniosłoby budżetowi 350-400 mln zł. Wpływy z podatku Belki w pierwszych miesiącach jego funkcjonowania pozwalają szacować, że w skali roku przyniesie on niewiele więcej. Może więc w nagrodę najlepszy z ministrów uwolniłby nas od tego obciążenia?
No i jeszcze jedna sprawa: czytam w gazecie o zabitym gangsterze i dowiaduję się, że miał ogromny, nawet jak na tę specjalną klasę społeczną, majątek. Podobnie jak wielu jego kolegów. Na każdym kroku widać zastępy "sportowo ubranych" w eleganckich limuzynach, a pałacowe rezydencje wielu znanych z kronik kryminalnych osób przykuwają uwagę. Abolicja ich nie dotyczy. Tylko co z tego? Jakoś nie słyszałem, by - zgodnie z obowiązującymi przepisami - fiskus zabrał 75% majątku bandycie, bo ten nie potrafił wykazać źródła jego pochodzenia. Kiedyś zostałem poproszony przez urząd skarbowy o przedstawienie biletów miesięcznych na dojazd do pracy, których cena, zgodnie z prawem, stanowi koszt uzyskania dochodu. Pilnowałem ich jak skarbu i nie miałem trudności, by zaspokoić ciekawość urzędników. Sprawa - w podobnych urzędy wzywają mnóstwo podatników - dotyczyła kilkuset złotych. Nie słyszałem jednak, by tłumaczyli się przed fiskusem ci, którzy są bohaterami sensacyjnych nowel, od lat ciągnących się w mediach.