Czwartkowa sesja pozbawiła złudzeń chyba nawet największych optymistów,wierzących, że dno mamy już za sobą i rozpoczynamy większy ruch w górę. Kontrakty spadły w ciągu dnia o kolejnych 14 punktów, ponownie londując poniżej średniej 45-sesyjnej. Kontrakty wrześniowe na WIG20 zamknęły się na 1116 pkt. Na rynku kasowym przecena była jeszcze większa i dotknęła wszystkie największe spółki. Szerokość spadającego rynku i determinacja, z jaką drugi dzień z rzędu wyrzucane były akcje, wskazuje, że nie jest to koniec spadków. Zmiana nastrojów w ciągu zaledwie kilku dni była spowodowana w dużej części osłabieniem klimatu inwestycyjnego na giełdach zagranicznych. Słabe perspektywy naszego rynku potwierdzają dwa czynniki. Po pierwsze, znalezienie się zarówno DJIA, jak i S&P 500 poniżej średnich 45-sesyjnych oznacza, że spadki na świecie szybko się nie skończą. Po drugie, zniknięcie lokalnego czynnika jakim było oczekiwanie na obniżkę stóp procentowych.
Najważniejsze wsparcie dla kontraktów znajduje się obecnie w okolicach 1102 punktów. W pobliżu tego poziomu znajduje się linia krótkoterminowego trendu wzrostowego, średnia 15-sesyjna, połowa białej świecy z 21 sierpnia oraz 50-proc. zniesienie całej ostatniej fali wzrostowej. Jest to wsparcie, które może powstrzymać napór niedźwiedzi w czasie jednej sesji, ale na pewno nie w dłuższym terminie. Zakończone we wtorek wzrosty należy traktować tylko i wyłącznie jako korektę ostatniej przeceny. To oznacza, że obecna fala nie zakończy się wcześniej niż przed testowaniem lokalnego dna z 26 lipca, które znajduje się na poziomie 1025 punktów. Na tym poziomie spadki powinny się zatrzymać, ale tym razem nie na długo i w średnim terminie czeka nas testowanie dna z października zeszłego roku, które znajduje się na 972 punktów.