Wczorajsza sesja skończyła letni urlopowy okres, nie sprzyjający z reguły giełdowym fajerwerkom. Jednak w tym roku trudno było narzekać na brak zmienności i emocji. Mieliśmy przecież szybką przecenę zabierającą indeksowi prawie 400 pkt. i równie dynamiczne odbicie. O szaleństwach na zagranicznych parkietach nawet nie wspominam. Przy takich ruchach nie wypada narzekać na marazm, choć akurat wczorajsza sesja dość wyraźnie pokazała brak chęci do handlu.
Niemal do ostatniej godziny kontrakty poruszały się na jednym poziomie. Wzrost tylko o 3-4 pkt. mógł nieco rozczarowywać. Po pierwsze odrobienie strat na amerykańskim rynku i "brak zagrożeń" na poniedziałkową sesję (w USA święto) dawało z reguły impuls do jakiegoś odbicia, a po drugie sam indeks WIG20 radził sobie całkiem nieźle. Obrót wprawdzie był mizerny, ale kilkanaście punktów udało się zyskać. Kontraktom wzrost ograniczała baza. Dopiero na sam koniec sesji dobre dane makroekonomiczne z rynku polskiego i amerykańskiego przestraszyły podaż, umożliwiając zasłużony ząbek.
Możliwość kontynuowana tego wzrostu pojawia się także w pierwsze dni nadchodzącego tygodnia. Brak poniedziałkowej sesji w USA i związane z tym małe obroty na giełdach umożliwią rodzimym funduszom lekkie podniesienie rynku. Ruch taki, zgodnie z wcześniejszą tezą, należałoby uznać jedynie za formowanie drugiego szczytu. Oczywiście, nieco wyprzedzam jego wystąpienie i późniejsze negatywne sygnały z tym związane, z których najgorszym z technicznego punktu widzenia byłoby zejście WIG20 pod poziom 1100 pkt. Mogłoby to zaowocować nawet ujemną bazą na kontraktach. Sprzyjać temu będzie ulubiony przez niedźwiedzi wrzesień, który na rynkach amerykańskich przez ostatnie kilkadziesiąt lat zdecydowanie sprzyjał spadkom.