Po długotrwałych zmaganiach z poziomem 1100 punktów opór został przełamany, a rynek szybko osiągnął 1170 pkt. Oznacza to, że była to (jest?) największa korekta trendu spadkowego trwającego od stycznia 2002 roku. Na razie indeks nie poradził sobie ze strefą oporu w granicach 1150-1220 punktów. I nie wydaje mi się prawdopodobne, by pokonał ją już teraz, niemal z marszu.
Owszem, trzytygodniowa konsolidacja była wystarczającą bazą do dziesięcioprocentowego wzrostu indeksów, może być jednak zbyt wątłą podstawą dla zwyżki większych rozmiarów. Aby taki większy - powiedzmy, że 20-30--procentowy - wzrost nastąpił, również poprzedzająca konsolidacja powinna być solidniejsza. Rzecz jasna nic nie jest przesądzone, bo nawet ostatnie osłabienie można traktować jedynie jako ruch powrotny po przebiciu wspomnianego poziomu 1100 punktów.
Wciąż utrzymuje się pozytywny średnioterminowy obraz rynku. Wciąż także oczekiwać można, że w drugiej połowie września ukształtuje się cykliczny dołek, który poprzedzi większy ruch do góry. Uważam, że do tego czasu rynek może się stopniowo i nieznacznie osłabiać. Nie sądzę jednak, by poprzedni dołek (1030 punktów) miał zostać przebity. W ciągu najbliższych dwóch- -trzech miesięcy większy powinien być potencjał wzrostu niż spadku.
Oczekując zrealizowania jakiegokolwiek "cyklicznego" scenariusza trzeba liczyć się z tym, że znajomość jego mechanizmu skłonić może inwestorów do wcześniejszego działania. Może tak będzie, z pewnością rynek szykuje jakąś niespodziankę. Wydaje mi się natomiast, że pojawiające się tu i ówdzie oznaki ożywienia gospodarczego znajdą w końcu odzwierciedlenie w cenach akcji.