W poniedziałek notowania ropy naftowej wykazywały skłonność do spadku zarówno ze względów czysto rynkowych, jak i politycznych. Według informacji pochodzących z ministerstwa energetyki, wydobycie tego surowca w Rosji wzrosło w sierpniu do 7,76 mln baryłek dziennie i mogło być większe niż w Arabii Saudyjskiej, która zajmuje pod tym względem pierwsze miejsce na świecie. Dwa dni wcześniej prezydent Hugo Chavez poinformował, że Wenezuela przekracza o 20% ustalony przez OPEC limit. Obie te wiadomości świadczą o rosnącej podaży przed zbliżającym się spotkaniem ministrów tej organizacji, podczas którego Arabia Saudyjska może przeforsować formalne podwyższenie limitów wydobycia.

Do spadku cen ropy przyczynił się też apel amerykańskiego sekretarza stanu Colina Powella, żeby inspektorzy ONZ powrócili do Iraku. Wypowiedź ta zmniejszyła obawy przed rychłym wybuchem konfliktu zbrojnego, który mógłby utrudnić eksport ropy z Bliskiego Wschodu. W Londynie baryłka gatunku Brent z dostawą w październiku kosztowała po południu 27,30 USD, wobec 27,47 USD w piątek.

Cena złota wahała się w wąskim przedziale przy małej aktywności inwestorów. Obroty były niewielkie w związku z przerwą świąteczną, która unieruchomiła rynki w USA. Za uncję tego kruszcu płacono w Londynie 312,25 USD, wobec 312,75 USD w końcu sesji piątkowej.

Również na rynku miedzi brakowało impulsów zza Atlantyku, toteż większość inwestorów powstrzymywała się przed zawieraniem transakcji. Początkowo cena tego surowca w kontraktach trzymiesięcznych wzrosła w Londynie do 1520 USD za tonę, z 1512 USD w końcu zeszłego tygodnia, reagując na zapowiedź ograniczenia produkcji w Chinach. Później spadła jednak do 1511 USD, po części wskutek wzrostu zapasów miedzi.