W ustawie budżetowej będzie utrzymany zapis, według którego wynagrodzenia w sferze budżetowej wzrosną w przyszłym roku o 4%, natomiast świadczenia emerytalne i rentowe o 3,7%. - Nikt nic nie stracił, za to niektórzy realnie zyskali. O tym, że zdecydowaliśmy się utrzymać wskaźniki indeksacji oparte na starej prognozie inflacji, zdecydowały racje społeczne - tłumaczył wczoraj minister Hausner.
W ciągu ostatniego tygodnia rząd konsultował z partnerami społecznymi dostosowanie tych wskaźników do nowych szacunków wzrostu cen. Jak ujawnił Marek Goliszewski, szef Business Centre Club, jego organizacja zgodziła się na zmiany. BCC jako jedna z trzech organizacji pracodawców ma swoich przedstawicieli w Komisji Trójstronnej. Nieoficjalnie wiadomo, że przeciwne zmianom były niektóre związki zawodowe.
Minister pracy uważa, że utrzymanie wskaźników nie musi oznaczać zwiększania wydatków. Jak powiedział J. Hausner, zasada zwiększania wydatków budżetowych o inflację plus 1 pkt. proc. nadal obowiązuje. Minister dodał, że na razie rząd nie zajmował się innymi wielkościami budżetu, czyli m.in. planowanym deficytem i szacunkami wzrostu PKB. - Zmiana prognozy inflacji powoduje jednak konieczność przemyślenia całej konstrukcji makroekonomicznej budżetu - powiedział J. Hausner.
Według poprzedniej wersji założeń, PKB ma wzrosnąć w przyszłym roku o 3,1%, natomiast deficyt wyniesie 43 mld zł. Zdaniem Dariusza Rosatiego z Rady Polityki Pieniężnej prognoza wzrostu PKB może zostać obniżona do 2,2-2,5%. Zmniejszenie deficytu zakłada zaś sam wicepremier Grzegorz Kołodko. Według nieoficjalnych informacji minister finansów zapowiedział politykom SLD, że nie przekroczy on 38 mld zł. Jednak ekonomiści, po wczorajszych decyzjach rządu, nie są pewni, czy możliwa będzie redukcja deficytu do takiego poziomu.
- Jeżeli prognoza inflacji została obniżona, to dochody również powinny być niższe za sprawą mniejszych wpływów z VAT. Decyzje z ostatnich dni, czyli podwyżki dla nauczycieli i utrzymanie wskaźników indeksacji dla wzrostu emerytur, rent i płac w budżetówce mogą oznaczać, że deficyt może być nawet nominalnie wyższy od tegorocznego - uważa Krzysztof Rybiński, główny ekonomista BPH-WBK. Według niego niedobór w budżecie może wynieść ok. 41 mld zł.