Reklama

Budżetówce się dostało

Mimo zmniejszenia prognozy przyszłorocznej inflacji z 3 do 2,3%, rząd nie zmienił wskaźników indeksacji płac w budżetówce oraz emerytur i rent. Oznacza to, że realnie będą one większe niż planował to poprzedni minister finansów Marek Belka. Według ministra pracy Jerzego Hausnera rząd nie zajmował się rewizją innych wskaźników makroekonomicznych w założeniach do budżetu na 2003 r.

Publikacja: 04.09.2002 08:59

W ustawie budżetowej będzie utrzymany zapis, według którego wynagrodzenia w sferze budżetowej wzrosną w przyszłym roku o 4%, natomiast świadczenia emerytalne i rentowe o 3,7%. - Nikt nic nie stracił, za to niektórzy realnie zyskali. O tym, że zdecydowaliśmy się utrzymać wskaźniki indeksacji oparte na starej prognozie inflacji, zdecydowały racje społeczne - tłumaczył wczoraj minister Hausner.

W ciągu ostatniego tygodnia rząd konsultował z partnerami społecznymi dostosowanie tych wskaźników do nowych szacunków wzrostu cen. Jak ujawnił Marek Goliszewski, szef Business Centre Club, jego organizacja zgodziła się na zmiany. BCC jako jedna z trzech organizacji pracodawców ma swoich przedstawicieli w Komisji Trójstronnej. Nieoficjalnie wiadomo, że przeciwne zmianom były niektóre związki zawodowe.

Minister pracy uważa, że utrzymanie wskaźników nie musi oznaczać zwiększania wydatków. Jak powiedział J. Hausner, zasada zwiększania wydatków budżetowych o inflację plus 1 pkt. proc. nadal obowiązuje. Minister dodał, że na razie rząd nie zajmował się innymi wielkościami budżetu, czyli m.in. planowanym deficytem i szacunkami wzrostu PKB. - Zmiana prognozy inflacji powoduje jednak konieczność przemyślenia całej konstrukcji makroekonomicznej budżetu - powiedział J. Hausner.

Według poprzedniej wersji założeń, PKB ma wzrosnąć w przyszłym roku o 3,1%, natomiast deficyt wyniesie 43 mld zł. Zdaniem Dariusza Rosatiego z Rady Polityki Pieniężnej prognoza wzrostu PKB może zostać obniżona do 2,2-2,5%. Zmniejszenie deficytu zakłada zaś sam wicepremier Grzegorz Kołodko. Według nieoficjalnych informacji minister finansów zapowiedział politykom SLD, że nie przekroczy on 38 mld zł. Jednak ekonomiści, po wczorajszych decyzjach rządu, nie są pewni, czy możliwa będzie redukcja deficytu do takiego poziomu.

- Jeżeli prognoza inflacji została obniżona, to dochody również powinny być niższe za sprawą mniejszych wpływów z VAT. Decyzje z ostatnich dni, czyli podwyżki dla nauczycieli i utrzymanie wskaźników indeksacji dla wzrostu emerytur, rent i płac w budżetówce mogą oznaczać, że deficyt może być nawet nominalnie wyższy od tegorocznego - uważa Krzysztof Rybiński, główny ekonomista BPH-WBK. Według niego niedobór w budżecie może wynieść ok. 41 mld zł.

Reklama
Reklama

- Nie chce mi się wierzyć, że wicepremier Kołodko rzucał słowa na wiatr. Rząd jest w trudnej sytuacji i nie może sobie pozwolić na niepopularne decyzje, takie jak nominalne obniżenie wynagrodzeń w budżetówce. To, że teraz są one realnie większe, nie musi oznaczać, że całość wydatków budżetu też się zwiększy - ocenia Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING Banku Śląskiego.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama