Z ankiety przeprowadzonej przez magazyn "Global Investor" wynika jedynie, że nieco więcej niż przed rokiem zarządzających przykładało większe znaczenie do zaleceń "niezależnych" przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych. Ale też połowa tych firm maklerskich, które znalazły się w pierwszej "10" rankingu niezależnych analityków nie zajęła podobnych pozycji na liście sporządzanej według przydatności ich opinii dla zarządzających funduszami. Co więcej, analizy niektórych firm najzacieklej atakowanych za widoczny konflikt interesów uznane zostały za jedne z najbardziej przydatnych dla inwestorów instytucjonalnych.

Z ankiety wynika też, że zarządzający funduszami nie przejęli się aż tak ostatnimi skandalami, jak choćby śledztwo amerykańskiego prokuratora generalnego w Merrill Lynch, żeby w większym stopniu korzystać z usług firm, które nie mają dużych oddziałów bankowości inwestycyjnej. Zarządzający pieniędzmi odrzucili też sugestie, by płacić oddzielnie za analizy, które teraz dostają w pakiecie razem z innymi usługami maklerskimi w zamian za prowizję.

Firma, która zajęła pierwsze miejsce w tegorocznej ankiecie "Global Investor" za niezależność analiz, Sanford C. Bernstein, nie prowadzi żadnej działalności związanej z finansami korporacji i nie ma nawet zespołu zajmującego się obrotem papierami wartościowymi. Ale w rankingu przydatności analiz Bernstein zajął dopiero piąte miejsce, za czterema znanymi bankami inwestycyjnymi. A ubiegłorocznym zwycięzcą w kategorii niezależności był UBS Warburg, a więc też bank inwestycyjny.

137 ankietowanych, zarządzających funduszami, uznało, po raz drugi z rzędu, że najbardziej przydatne w ich pracy są analizy sporządzane przez Deutsche Bank. Ten największy europejski bank inwestycyjny ponownie zajął też drugie miejsce za niezależność analiz, aczkolwiek w tej kategorii dostał o ponad połowę mniej głosów niż za ich przydatność.