Nie łatwo jest zostać CRO. Odpowiedni kandydat musi znać się na rachunkowości, mieć przynajmniej pięcioletnie doświadczenie w zarządzaniu przedsiębiorstwami znajdującymi się w trudnej sytuacji oraz zdać skomplikowany egzamin. Organizuje go Turnaround Management Association - stowarzyszenie certyfikowanych specjalistów ds. restrukturyzacji, których jest w Ameryce około 200.
Głównym zadaniem CRO jest redukowanie kosztów prowadzenia działalności gospodarczej przedsiębiorstwa, przywrócenie płynność finansowej, zaspokajanie wierzycieli, odbudowywanie zaufania klientów. By osiągnąć swoje cele, dyrektorzy ds. restrukturyzacji nie wahają się podejmować decyzji, na które nie mógłby zgodzić się zarząd firmy. Jest im łatwiej, ponieważ przychodzą z zewnątrz, nie są uwikłani w korporacyjne układy. Bezlitośnie zwalniają niepotrzebnych pracowników, pozostałym obniżają pensje i premie.
Specjalistów ds. restrukturyzacji zatrudnili najwięksi korporacyjni bankruci ostatnich miesięcy - Enron, WorldCom oraz Kmart. Podjęli się oni reanimacji firm pod osłoną przepisów prawa upadłościowego. Popyt na CRO jest duży. Do połowy sierpnia 129 amerykańskich spółek giełdowych ogłosiło upadłość - zgodnie z danymi BankruptcyData.com. Natomiast w 2001 roku zrobiło to 257 spółek. 62 bankrutujące w ostatnich 18 miesiącach przedsiębiorstwa miały długi przewyższające miliard dolarów.
Odpowiedniego kandydata na stanowisko "głównego restrukturyzatora" można znaleźć w jednej z kilku firm konsultingowych, które pełnią rolę ich logistycznego zaplecza. Najdłużej działającą i cieszącą się największym prestiżem firmą jest AlixPartners. Praca CRO trwa zazwyczaj kilka miesięcy. Jego zarobki owiane są tajemnicą, ale można być pewnym, że są przynajmniej sześciocyfrowe. Nawet najlepszy CRO nie jest jednak cudotwórcą. Tylko 20 - 25% przedsiębiorstw udaje się uratować. Majątek pozostałych konsumują wierzyciele.