W tej sytuacji nie pomogły nawet doskonałe wyniki pierwszego półrocza, kiedy zysk spółki był dwa razy lepszy od prognozowanego, głównie dzięki wpływom z zakładów na piłkarskie mistrzostwa świata i zniesieniu w Wielkiej Brytanii podatku od wygranych.

Wyścigi konne są największym źródłem dochodów William Hill i stanowią ok. połowy jego zysków. Bookmacherzy zarabiają mniej wtedy, gdy wyścigi wygrywają konie typowane przez uczestników zakładów. A tak było w aż sześciu z ośmiu letnich tygodni. Stąd marża zysku spółki okazała się niższa od długoterminowych prognoz zarządu. A w takich branżach, gdzie wyniki spółek są trudne do przewidzenia, rynek bardzo nerwowo reaguje na wszystkie złe informacje, nawet jeśli dotyczą one krótkiego okresu.

I tak stało się z papierami William Hill, których kurs na otwarciu londyńskiej giełdy spadł o 21,5 pensa, do 252 pensów. Później te akcje zdrożały do 258 pensów, ale wciąż oznaczało to spadek o 5,7%. Od czasu giełdowego debiutu w czerwcu walory spółki zyskały 15%, gdyż w ofercie publicznej sprzedawano je po 225 pensów.

Przyczyniły się do tego bardzo dobre wyniki I półrocza. Zysk spółki przed uwzględnieniem jednorazowych kosztów wzrósł wtedy do 26,3 mln funtów, z 12,3 mln w takim samym okresie ub.r. Przychody skoczyły o 47%, do 1,6 mld funtów. O wzroście dochodów brytyjskich firm bukmacherskich o ponad połowę przesądziło zniesienie w październiku ub.r. podatku od wygranych. Spółki przyjmujące zakłady nieźle zarobiły też na piłkarskich mistrzostwach świata, kiedy faworyci odpadali we wstępnej rundzie. Do kas William Hill wpłynęło wtedy 61 mln funtów, a jego zysk brutto z tej imprezy wyniósł 13 mln.

Przychody spółki z działalności prowadzonej za pośrednictwem internetu wzrosły o 79%, do 109 mln funtów, a zysk brutto wzrósł ponaddwukrotnie do 29,3 mln funtów z 14 mln przed rokiem.