"Na koniec roku dług nie powinien przekroczyć poziomu 47 proc. Na kontach MF i NBP jest spora kwota, która w pewnym momencie sięgnęła 2 proc. PKB. Ona służy różnym celom. Istnieją pewne palny przedterminowego wykupu pewnych nierynkowych, a drogich w obsłudze elementów krajowego długu publicznego" - powiedział "Rzeczpospolitej" Belka. "Z długu publicznego należałoby te kwoty odjąć, czyli netto jest on mniejszy" - dodał. Ministerstwo Finansów prognozuje, że dług publiczny, powiększony o poręczenia i gwarancje, wzrośnie w przyszłym roku do 52,3 proc. PKB z 49,8 proc. prognozowanych na ten rok. Natomiast istnieje ryzyko, że w tym roku może on przekroczyć poziom 50 proc. PKB, jeśli nie będą realizowane planowane przychody z prywatyzacji. Belka w drugim wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" powiedział, że nie ma zagrożenia w tym roku ze strony deficytu budżetowego, który może okazać się nawet niższy od zakładanego w ustawie. "(...) deficyt w tej chwili nie rośnie i jest bardzo prawdopodobne, że na koniec roku będzie niższy niż zakładane w ustawie 40 mld zł. Dlatego o dług budżetu państwa szczególnie się nie martwię" - powiedział "Gazecie Wyborczej". Dyskusja na temat wysokości deficytu budżetowego na 2003 roku trwa. W przyjętym przez rząd na początku lipca założeniach deficyt w przyszłym roku ma nie przekroczyć 43 mld zł. Jednak Grzegorz Kołodko powiedział, że chce obniżyć deficyt budżetu w przyszłym roku poniżej 40 mld zł. Rząd do końca września ma czas na przedstawienie budżetu Sejmowi. Zdaniem Belki nadal istnieje przestrzeń do luzowania polityki pieniężnej, ale uległa ona zawężeniu. "Stopy w dalszym ciągu są wysokie. Wierzę, że pewna przestrzeń do dalszej ich obniżki istnieje, ale nie jest już tak wielka jak kiedyś" - powiedział "Rzeczpospolitej". RPP od początku tego roku cięła stopy procentowe pięć razy w rezultacie czego stopa interwencyjna spadła do 8 proc. z 10 proc. w styczniu. Belka uważa także, że w drugiej połowie roku powinno nastąpić pewne ożywienie, a osiągnięcie zakładanego tempa wzrostu gospodarczego w przyszłym roku na poziomie 3 proc. PKB jest realne. "W drugiej połowie roku będziemy mieli zmianę gospodarczego i pierwsze pozytywne znaki ożywienia eksportu. Bardzo powoli, ale zacznie nam się poprawiać sytuacja w inwestycjach(...) nie będzie załamania złotego, nie będzie żadnego majstrowania" - powiedział "Rzeczpospolitej". "Będziemy natomiast mieli osłabienie tempa popytu konsumpcyjnego. Rok przyszły będzie trochę lepszy niż ten. Rzeczywiście weszliśmy na ścieżkę wzrostu - w kolejnych latach o 1,3 i 5 proc. PKB" - dodał. Rząd podwyższył w poniedziałek prognozę wzrostu PKB w 2003 roku do 3,5 proc. z 3,1 proc. zakładanych wcześniej. Belka powiedział "Rzeczpospolitej" także, że kurs złotego będzie zbliżony w dłuższym horyzoncie czasu do poziomu aktualnego. "Kurs złotego spadł. Myślę, że złoty będzie się utrzymywał na na tym poziomie dosyć długo" - powiedział. Złoty we wtorek na otwarciu osiągnął poziom 4,15 za USD i 4,071 za euro.(PAP)