Jak mówią pracodawcy, naruszenie prawa to m.in. brak konsultacji z partnerami społecznymi. Poza tym w uzasadnieniu do ustawy nie podano kosztów budżetowych wprowadzenia deklaracji majątkowych. PKPP jest zdania, że abolicja nie przyniesie skutku, bo rząd nie zamierza eliminować przyczyn ukrywania dochodów przez podatników. A są to, według Konfederacji, wysokie stawki podatkowe i zbyt skomplikowane przepisy.
- Żeby wprowadzić abolicję podatkową, musi być spełniony podstawowy warunek: wraz z nią trzeba radykalnie zreformować system podatkowy. Tylko wtedy abolicja ma sens. Inaczej po 5 latach trzeba będzie ponownie ją przeprowadzić - uważa Wojciech Morawski, wiceprezydent PKPP.
Według przedstawicieli Konfederacji, projekt rządowy nie jest na tyle szczelny, aby zapobiec wprowadzeniu do obrotu dochodów z tzw. czarnej strefy. Poza tym wątpliwości pracodawców budzi sam zakres abolicji. Zdaniem Wojciecha Morawskiego, podatnicy mogą mieć problemy z urzędami skarbowymi, jeśli ujawnią dochody pochodzące z nierejestrowanego obrotu gospodarczego. W takich przypadkach niezapłacony podatek to nie tylko PIT, ale często również VAT. Tymczasem ustawa abolicyjna, mówią przedsiębiorcy, o nim nie wspomina.
Pracodawcy krytykują także pomysł wprowadzenia deklaracji majątkowych. Według nich, aparat skarbowy nie poradzi sobie z przetworzeniem takiej ilości danych. Jak mówi Grzegorz Wlazło, ekspert prawny Konfederacji, cała operacja może dotyczyć prawie 30 mln podatników. - Około 4-5 mln złoży tzw. deklaracje pozytywne, czyli ewidencję swojego majątku. Reszta będzie musiała składać oświadczenia, że obowiązek deklaracji ich nie dotyczy. A to nie jest operacja jednorazowa. Przy każdej zmianie stanu majątkowego trzeba będzie o tym informować urząd skarbowy. Z punktu widzenia aparatu fiskalnego jest to nie do przeprowadzenia - uważa Grzegorz Wlazło.
Według eksperta PKPP złożenie deklaracji może być równoznaczne z trafieniem na listę osób do sprawdzenia przez fiskusa. - Deklaracja składa się z dwóch części. W pierwszej trzeba podać stan majątku na koniec 2002 r. W drugiej zaś podać, kiedy nabyło się jego poszczególne składniki. Nigdzie nie ma mowy o dochodach, jakie w tym czasie uzyskiwał podatnik - mówi G. Wlazło. Jego zdaniem, zakres deklaracji jest niespotykany w Europie. Jak powiedział, nie są znane przypadki, by trzeba było wykazywać posiadanie ruchomości o wartość ok. 2,5 tys. euro.