Zupełnie nieoczekiwanie obrodziły u nas oferty inwestycyjne, chociaż od dwóch lat narzekamy na niedostatek zagranicznego kapitału. Klęska urodzaju spotyka zazwyczaj polskie rolnictwo, a do roku 2005 będzie prześladować rynek pracy, jako pokłosie wyżu demograficznego. Nadzwyczajną okolicznością jest natomiast gotowość zainwestowania w Polsce miliardów dolarów tureckich i rosyjskich. O miliardach dolarów - w ramach tzw. offsetu - mówią też konkurenci, ubiegający się o nasze zamówienia zbrojeniowe.

Swoisty kłopot urodzaju spotyka kraj, który od pewnego czasu omijany jest przez wielkie inwestycje. Zaangażowanie zagranicznych inwestorów spadło z poziomu około 10 mld USD rocznie w latach 1998-2000, do około 6-7 mld obecnie. Taka jest też prognoza na najbliższe lata, chociaż perspektywa członkostwa w Unii Europejskiej powinna zwiększyć zainteresowanie Polską. Dzieje się jednak odwrotnie, a przyczyny są znane: dekoniunktura w kraju i na świecie, zahamowanie prywatyzacji, zmiany reguł gry w strefach ekonomicznych oraz względna atrakcyjność Czech i Węgier. W rankingu konkurencyjności (Światowego Forum Ekonomicznego) spadliśmy z 34. miejsca w roku 2000, na 41. w roku 2001.

Zatem Polska nie może wybrzydzać i zbywać inwestorów lekką ręką. A jednak, miliardy dolarów rosyjskich, tureckich i offsetowych budzą kontrowersje. Biznes za bardzo przeplata się z polityką. Offset jest melodią przyszłości. Zanim przyjdą inwestycje, trzeba wybrnąć z kłopotliwego wyboru dostawcy uzbrojenia, przede wszystkim samolotu wielozadaniowego (kontrakt wartości 3,5 mld USD), w warunkach ostrego lobbingu rządowego, na rzecz amerykańskiego Lockheed Martina, szwedzko-brytyjskiego Gripena oraz francuskiego Dassault. Nie wiadomo, czy nasza zbrojeniówka doczeka obiecanych, offsetowych zleceń. Z kolei, rosyjski Łukoil jako potencjalny partner Gdańskiej Rafinerii, stanowi problem z zakresu "politycznej poprawności". Oprócz tradycyjnych uprzedzeń, wątpliwości budzi nieprzejrzystość kapitałowa rosyjskich korporacji oraz ich długofalowe intencje. Nie ma natomiast wątpliwości co do zdolności wyłożenia przez Łukoil 300 mln USD na zakup akcji rafinerii i kolejnych setek milionów na inwestycje. Wiarygodność i źródło pochodzenia pieniędzy pana Vahapa Toya są zaś wielką niewiadomą w przypadku tureckiej megainwestycji w Białej Podlaskiej. Bez rozwikłania tej tajemnicy, miliardowe inwestycje, jakże upragnione na Podlasiu, przypominają bajkę z tysiąca i jednej nocy.

Nasza otwartość na różne, także egzotyczne oferty, musi się kończyć tam, gdzie polityczna protekcja chce zastąpić ekonomiczną wiarygodność...