Po fiasku rozmów z konsorcjum niemieckiego koncernu E.ON, który nie spełnił wymagań cenowych (nieoficjalnie mówi się, że Niemcy byli skłonni zapłacić poniżej 1,2 mld euro) przedstawiciele resortu nie mieli wyjścia. Powrót do krótkiej listy oznacza, że w stawce kandydatów obok kontrolowanej przez Kulczyk Holding El-Dystrybucji oraz E.ON, czyli podmiotów, które jako ostatnie korzystały z wyłączności negocjacyjnej, ponownie pojawi się belgijski Electrabel, hiszpańska Endesa oraz irlandzkie ESB. MSP nie opracowało jednak jeszcze dalszego harmonogramu prywatyzacji. Nie wiadomo również, jakie będą jej losy, jeżeli potencjalni inwestorzy nie poprawią swoich ofert i czy przetarg może zostać wówczas unieważniony.
Brak konsekwencji
Przedstawiciele firm biorących w nim udział nie chcieli wczoraj oficjalnie komentować zaistniałej sytuacji. Nieoficjalnie zarzucali jednak rządowi niekonsekwencję. - Z jednej strony wprowadza się podatek akcyzowy na energię elektryczną i daje zalecenia Urzędowi Regulacji Energetyki, by praktycznie zamroził stawki zakładów energetycznych, a następnie oczekuje się, że inwestorzy przejdą nad tym do porządku dziennego i nadal będą oferowali bardzo atrakcyjne warunki zakupu. To prawda, że gra toczy się o udziały w rynku i inwestycja ma mieć długoterminowy charakter, ale ostatnie zmiany reguł obowiązujących na rynku tak zwiększyły poziom ryzyka, że w kalkulacjach trzeba je uwzględniać - powiedział nam proszący o anonimowość ekspert związany z branżą.
Według wcześniejszych zapewnień, prywatyzacja największej grupy dystrybutorów energii miała się zakończyć w tym roku i dać pokaźny zastrzyk środków do budżetu. Co gorsza, równie problematyczną kwestią będzie sfinalizowanie sprzedaży warszawskiego zakładu energetycznego STOEN. Wyłączność na negocjacje otrzymał niemiecki RWE Plus, ale, jak pokazują ostatnie doświadczenia, droga do konsensusu nie będzie łatwa.
Trzeba będzie