Z lekkim opóźnieniem zaczęły się notowania na amerykańskich giełdach. Pierwszych transakcji na NYSE dokonano o 10.00 czasu miejscowego (handel na Nasdaq zaczął się godzinę później). Na razie (do godziny 18.00 czasu warszawskiego) rocznica wydarzeń wrześniowych przebiega spokojnie. Z jednej strony amerykański system bezpieczeństwa wewnętrznego sprawdził się i nie mieliśmy zamachów terrorystycznych za oceanem. Z drugiej zaś strony nie było również działań zbrojnych koalicji amerykańsko-brytyjskiej nad terytorium Iraku. Spokój tego dnia wlał nieco optymizmu w serca inwestorów i przystąpili oni do kupowania akcji, dzięki czemu główne indeksy rosły.
Rynek ropy naftowej jest o wiele ciekawszy. Na wykresie tego surowca widać niepokojące sekwencje techniczne (baryłka londyńskiego Brenta). Kurs oscyluje wokół 28 USD i robi ruch powrotny do linii szyi kilkumiesięcznej formacji odwróconej głowy i ramion. Minimalny zasięg ruchu do góry po wybiciu się z tej formacji to 37 USD. Jesteśmy również w piątej fali Elliotta (początek - jesień 2001 r.), która powinna wydźwignąć ceny ropy do 32 USD. Jak widać, analiza techniczna daje czytelne sygnały, że ceny tego nośnika energii będą dalej rosnąć. Jest to zbieżne z obawami inwestorów o dalszy rozwój zdarzeń na Bliskim Wschodzie.
Wzrost cen ropy naftowej to przysłowiowy gwóźdź do trumny dla rynków finansowych. Hossa na rynku ropy grozi powrotem inflacji, a to oznaczałoby bliski koniec okresu rozpasania tanim pieniądzem, aplikowanym od 2 lat przez Greenspana. Podobne wnioski płyną z analizy indeksu CRB Spot, który pokazuje inflacjogenną hossę. Na dłuższą metę to zmniejszy siłę nabywczą portfeli przeciętnego gospodarstwa domowego. A wówczas nastroje obniżą się i trudno będzie oczekiwać wzrostów na rynkach pozostałych klas aktywów.
W krótkim terminie można się spodziewać powrotu optymizmu na rynki akcji. Kwestia zwyżki cen ropy będzie jednak skutecznie powstrzymywała inwestorów przed hossą. W dłuższym terminie oczekiwać należy spadków. Makro i fundamenty wciąż nie przekonują do zwyżki.