Lipiec mocno zaostrzył apetyty. Produkcja wzrosła o 6%, gdy tymczasem analitycy oczekiwali najwyżej 4-proc. przyspieszenia. I chociaż doszły do tego bardzo dobre dane o handlu zagranicznym w tamtym miesiącu (eksport wzrósł o 24% wobec lipca 2001 r., a import - o 11%), wszyscy byli bardzo ostrożni w ocenach i nikt nie chciał jednoznacznie powiedzieć, że ożywienie gospodarcze mamy za progiem.
Skąd ta ostrożność
Sierpień, według prognoz, będzie nieco gorszy od lipca. A także gorszy od sierpnia 2001 r. Analitycy sądzą, że produkcja będzie niższa o kilkadziesiątych procent niż przed rokiem. Ma to wynikać z różnicy w liczbie dni roboczych (w tym roku w sierpniu było ich o 1 mniej niż przed rokiem), a więc realnie - po uwzględnieniu tego czynnika - będziemy mieli niewielki wzrost. Także handel zagraniczny nie zanotuje tak dobrych wyników, jak miesiąc wcześniej, ale wszyscy liczą, że będzie lepiej niż przed rokiem. Jednak znowu raczej nikt nie odważy się ogłosić, że ożywienie gospodarcze nadeszło.
- Co rozumiemy przez słowo ożywienie gospodarcze - pyta Jacek Wiśniewski z Pekao SA. - Jeśli rozumiemy przez to sytuację, gdy produkcja rośnie z miesiąca na miesiąc, wskaźniki także są coraz wyższe, ludzie coraz częściej znajdują pracę, to takiego ożywienia nie ma. Jeśli jednak mówimy o sytuacji, gdy doszło do zmiany trendu i powoli sytuacja się poprawia, to coś takiego mamy.
Na dodatek, mimo że wszyscy mają nadzieję na coraz lepsze dane, nikt nie może wykluczyć, że wkrótce nadejdzie pogorszenie. - Jeszcze miesiąc, dwa miesiące temu wszyscy byli większymi optymistami - wyjaśnia Łukasz Tarnawa, ekonomista PKO BP. - Naszym zdaniem, impuls prowzrostowy musi przyjść z zagranicy. Popyt wewnętrzny jest bowiem na tyle słaby, że nawet szybsze tempo wzrostu płac nie spowoduje, że firmy zdecydują się na inwestycje. A to one w znacznym stopniu decydują o tempie wzrostu płac. Do tego, aby firmy zaczęły inwestować, potrzebny jest stały popyt z zagranicy.