Niestety, spokojny przebieg rocznicy tragicznych wydarzeń w Ameryce to zbyt mało, aby zakładać, że w co najmniej średnim terminie rynki akcji za oceanem będą odrabiać straty. Zbyt dużo czynników ryzyka wisi nad amerykańskimi rynkami akcji, aby oczekiwać silnego odreagowania wielomiesięcznej bessy.
Stany Zjednoczone
Widmo konfliktu w Iraku przybliża się z każdym dniem. Czwartkowa przemowa prezydenta Busha na forum ONZ naszpikowana była warunkami, które musiałby spełnić Irak, aby nie doszło do starcia. Warunki były surowe i wątpić należy, że Irakijczycy na nie przystaną. Wypowiedzi prezydenta zostały odebrane chłodno (tylko raz sala nagrodziła go oklaskami, kiedy stwierdził, że Stany Zjednoczone powrócą do UNESCO). To oznaka, że na tak powszechne poparcie, jak podczas operacji Pustynna Burza, Amerykanie tym razem liczyć nie mogą.
Rynek ropy naftowej od kilku miesięcy dyskontuje ryzyko wojny na Bliskim Wschodzie. Od listopada ubiegłego roku kurs tego nośnika energii wzrósł już przeszło o 60%. Najbardziej prawdopodobny scenariusz reakcji światowych rynków akcji na atak amerykańsko-brytyjski na terytorium irackie zakłada silną przecenę indeksów w pierwszych dniach po rozpoczęciu konfliktu. Tak zazwyczaj reagują rynki na działania wojenne. Inwestorzy będą przemieszczać swoje pieniądze w bezpieczniejsze klasy aktywów, na czym powinny skorzystać ropa naftowa i złoto. W dłuższym terminie reakcja giełd jest trudniejsza do przewidzenia. Będzie ona zależeć od rozwoju sytuacji na Bliskim Wschodzie. Przedłużanie się konfliktu będzie czynnikiem ograniczającym możliwość wzrostów. Sprawne przeprowadzenie operacji i osiągnięcie zakładanych rezultatów (czyli obalenie rządów Saddama Husajna) zostałoby odczytane pozytywnie przez inwestorów.
Pesymizm, jaki ujawniają wskaźniki nastroju, skłaniałby do tego, że znajdujemy się o krok od ukształtowania minimum lokalnego, po czym indeksy powinny poszybować w górę. AAII Index z początku września sygnalizował skrajny pesymizm. Tego dawno nie było. 50% respondentów uważało, że perspektywy giełd rysują się w czarnych barwach. Dla odmiany nieco ponad 30% ankietowanych podchodziło do przyszłości optymistycznie. Niestety, wskaźniki nastroju mają to do siebie, że ich sygnały kontrariańskie całkiem dobrze sprawdzają się w okresach, gdy na świecie nie dochodzi do zdarzeń nadzwyczajnych. Ryzyko konfliktu na Bliskim Wschodzie trzeba traktować jednak w takich kategoriach. W chwilach niepokojów wskaźniki nastroju generują częstokroć sygnały fałszywe.