Nie można więc wykluczyć, iż obecnie wkraczamy w podobny etap, tym bardziej że jest to mocno uzasadnione od strony fundamentów naszej gospodarki.
Niemcy są naszym głównym partnerem gospodarczym. I to wiemy nie od dziś. Jednak w sytuacji, gdy dane dotyczące handlu zagranicznego są bardzo dobre, inwestorzy zdają się z optymizmem patrzeć w przyszłość i przywiązywać dużą nadzieję do możliwości dalszego "ciągnięcia" gospodarki przez rosnący eksport. Bo jeśli chodzi o popyt wewnętrzny czy inwestycyjny, to chyba wszyscy pogodzili się z jego stagnacją w najbliższym czasie.
Przyjmując założenie, iż na rynkach rozwiniętych koniunktura giełdowa jest barometrem ekonomicznym, trzeba pogodzić się z pogarszającymi się perspektywami niemieckiej gospodarki. Ostateczne przełamanie lipcowego dołka na DAX potwierdzi pesymistyczną prognozę, przesądzi o kontynuacji bessy i wprowadzi element wątpliwości w kwestii dalszej poprawy naszego eksportu. Na szczęście, w krótkiej perspektywie bodźcem stymulującym proces wychodzenia za granicę z polskimi towarami jest korzystna dla eksporterów zmiana relacji kursowych.
W tym kontekście należy patrzeć na środową publikację przez GUS wskaźników dynamiki produkcji przemysłowej i budowlano-montażowej w lipcu 2002 r. Nie tyle istotna będzie sama ich wielkość, co struktura produkcji.
Jeśli chodzi o rynki zagraniczne, należy przyjąć za pewnik, że znacznie większą wagę przywiązywać będą one do wskaźników wyprzedzających koniunktury niż do danych historycznych. Chyba że dane historyczne okażą się zdecydowanie lepsze od tego, co sądził rynek dotychczas o stanie gospodarek, zwłaszcza amerykańskiej. W poniedziałek poznamy wielkość zapasów w biznesie za lipiec. Przypomnijmy, że to ich spadek był w dużym stopniu odpowiedzialny za ożywienie amerykańskiej gospodarki na przełomie ubiegłego i obecnego roku. We wtorek opublikowane zostaną wskaźniki dynamiki produkcji przemysłowej w sierpniu wraz z danymi o wykorzystaniu mocy produkcyjnych.