Wczorajsza sesja była jedną z ciekawszych w ostatnim czasie i kosztowała dużo nerwów graczy oczekujących kontynuacji spadków. Po otwarciu z luką hossy WIG20 znajdował się w pewnym momencie nawet na poziomie 1114,7 pkt., tj. prawie 3% ponad poniedziałkowym zamknięciem. Na szczęście (nie będę ukrywał, że w dalszym ciągu sympatyzuję z niedźwiedziami) kupującym zabrakło pieniędzy i wykres indeksu nie przebił się ponad lokalny szczyt z 11 września. To otworzyłoby drogę do ataku na maksimum z 27 sierpnia i, w dalszej kolejności, mogłoby doprowadzić do wybicia z trendu bocznego górą. Korzystną dla niedźwiedzi wymowę wtorkowej sesji wzmacniają obroty, które po raz pierwszy w tym miesiącu sięgnęły 300 mln zł. Choć, oczywiście, opisywany powyżej scenariusz w dalszym ciągu jest możliwy, to biorąc pod uwagę przebieg wczorajszej sesji, oczekuję teraz testowania dolnego ograniczenia trendu bocznego, znajdującego się na poziomie 1040 pkt. "Po drodze" do tej wartości mniej ważnym wsparciem jest lokalny dołek na 1068 pkt. Jego przebicie będzie sygnałem zmiany trendu na spadkowy w najkrótszej perspektywie.

W dalszym ciągu aktualna pozostaje interpretacja wykresu, zgodnie z którą WIG20 kształtuje głowy z ramionami. Formacja taka występuje z reguły na zakończenie wzrostów, tym razem zapowiada kontynuację trendu spadkowego. Jej wiarygodność potwierdza obrót, który obniżał się w trakcie kształtowania prawego ramienia. Wysokość tej figury to 120 punktów. Odmierzając ją w dół od linii szyi, znajdującej się na 1040 pkt., otrzymujemy 920 punktów. Do takiego właśnie poziomu powinien spaść WIG20 w razie wybicia dołem. Na drodze niedźwiedzi do tej wartości stanie 1 tys. punktów - poziom, który już dwukrotnie powstrzymał napór sprzedających. Biorąc pod uwagę nie tylko wysokość, ale i coraz dłuższy czas budowania konsolidacji, sprzedający nie powinni mieć kłopotu z jego sforsowaniem.

Spadek poniżej tej psychologicznej bariery będzie potwierdzeniem długoterminowego trendu spadkowego, w którym WIG20 znajduje się od marca 2000 roku.