GPW, największy rynek akcji w Europie Środkowo-Wschodniej, boryka się z niską w porównaniu do giełd zachodnich płynnością i niewielką liczbą dużych spółek. Na warszawskim parkiecie nie są reprezentowane też wszystkie sektory gospodarki - nie ma spółek biotechnologicznych, producentów mikroprocesorów czy spółek motoryzacyjnych.
"W przyszłym roku chcemy się zwrócić do czołowych giełd europejskich o przedstawienie propozycji współpracy z nami. Jednak rozmowy małej giełdy z dużą nigdy nie są łatwe" - powiedział Rozłucki.
Jeszcze kilkanaście miesięcy temu prezes Rozłucki mówił, że najbliżej warszawskiej giełdzie jest do Euronextu - sojuszu giełd w Amsterdamie, Brukseli, Lizbonie i Paryżu. Między innymi dlatego, że poza wieloletnimi związkami z giełdą paryską, jednym z członków Euronext, GPW posiada podobny system obrotu.
WARSZAWA TO NIE CENTRUM EUROPY
Teraz koncepcja przyszłości giełdy uległa zmianie ponieważ przedstawiciele rynku kapitałowego zdali sobie sprawę, że trzy główne rynki europejskie, które w ubiegłym roku upubliczniły swoje akcje, teraz walczą o prymat między sobą. Przejęcia polskiej giełdy nie traktują priorytetowo, bo nie zmieni to równowagi sił. Rozłucki jest jednak spokojny.