Przebieg piątkowych notowań potwierdził to, czego niektórzy inwestorzy domyślali się już od kilku dni. Mianowicie, że silne zachowanie polskiego rynku to nie przypadek, tylko przemyślana akumulacja. Widać to dokładnie przede wszystkim na rynku kasowym, ale pewne symptomy da się zauważyć również na rynku futures. W tej sytuacji, w perspektywie najbliższych tygodni, należy liczyć się z silnym wybiciem do góry. Być może podobnym nawet do tego z października zeszłego roku (48% w 4 miesiące).

Za realizacją wzrostowego scenariusza przemawia kilka istotnych czynników. Na pierwszym miejscu należy wymienić układ wsparć. W odległości zaledwie 50 pkt. znajdują się dwie, niezwykle silne, bariery popytowe - dołek z października ub.r. (około 990 pkt.) oraz lipca br. (1040 pkt.). Natomiast podobnego rzędu opór to dopiero okolice 1300 pkt. Taki układ niewątpliwie preferuje długie pozycje. W tej sytuacji obrona lipcowych minimów nabiera zupełnie nowego znaczenia. Można więc z dużym prawdopodobieństwem przyjąć, że jesteśmy obecnie świadkami kształtowania się średnioterminowego dołka (oraz formacji podwójnego dna). Wskazuje na to duża ujemna baza, jaka towarzyszyła wspomnianej obronie. Na polskim rynku baza jest przede wszystkim wyznacznikiem emocji. Tym samym jej skrajne odchylenia można traktować jak swego rodzaju ostrzeżenie przed punktem zwrotnym (zgodnie z zasadą - największy pesymizm panuje w dołku). W ostatnich dwóch latach tylko raz na dziesięć przypadków było inaczej. Także wskaźnik ten można uznać za więcej niż wiarygodny.

Do utrzymywania długich pozycji zachęca również zbliżający się październik, tradycyjny już miesiąc kształtowania dołków na GPW. Czy teraz będzie podobnie? Patrząc przez pryzmat AT wszystko wskazuje, że tak.