Lucjan Pilśniak, prezes zarządu Mysławu i jednocześnie jego główny akcjonariusz, potwierdza, że jego firma jest zainteresowana ewentualnym przejęciem Beef-Sanu. - Aby ten zamiar doszedł do skutku, powodzeniem musi zakończyć się plan restrukturyzacji spółki. Na razie nasza współpraca rozwija się dobrze - mówi prezes Pilśniak.
Beef-San, najmniejsze na giełdzie zakłady mięsne, już od dłuższego czasu poszukują inwestora strategicznego. Ze względu na kiepskie wyniki, wiosną tego roku, ze spółką pożegnał się poprzedni zarząd. Nowy przystąpił do restrukturyzacji. Końcowym etapem prac ma być właśnie pozyskanie branżowego partnera.
Przedstawiciele zarządu Beef-Sanu na razie powstrzymują się od komentarza na temat możliwych powiązań kapitałowych. Jerzy Biel, prezes spółki, mówi, że najpierw najważniejsze jest sprawne przeprowadzenie zwolnień grupowych (130 osób, czyli 30% załogi) oraz zawarcie układu z kontrahentami i bankami. Przedstawiono im już propozycje redukcji wierzytelności. Jego zdaniem, dopiero po wykonaniu tych zadań, będzie można mówić o wejściu inwestora do spółki.
Niewątpliwie są już do tego czynione pierwsze przymiarki. Niedawno informowaliśmy o serii transakcji, jakich dokonali główni akcjonariusze Beef-Sanu: Jerzy Gabrielczyk i Marcin Biernacki. Obaj sprzedali poza rynkiem regulowanym pakiet blisko 20% walorów. Nie chcą jednak ujawnić komu i za ile, ale wszystko wskazuje na to, że zaparkowali te akcje osobom, które potem sprzedadzą pakiety Mysławowi. Prezes tej firmy pozostawia tę informację bez komentarza.
Mysław i Beef-San od kilku miesięcy ściśle ze sobą współpracują (wymiana towarowa i sprzedaży produktów w ramach własnych sieci sklepów).