- Kandydatami do objęcia stanowiska prezesa France Telecom jest trzech renomowanych menedżerów - stwierdził premier Jean-Pierre Raffarin w wywiadzie udzielonym francuskiej państwowej telewizji - France 2, nie ujawniając żadnych nazwisk. - Poprosiłem te trzy osoby, aby do końca bieżącego tygodnia przedstawiły swoje wizje naprawy finansów koncernu - dodał.
Rynek za najpoważniejszego kandydata uważa Thierry Bretona, obecnego dyrektora generalnego Thomson Multimedia. 47-letni menedżer zasłynął przede wszystkim z wyprowadzenia z trudnej sytuacji finansowej firmy informatycznej Bull, a ostatnio też Thomson Multimedia, stąd jego obecność na fotelu szefa FT wydawałaby się w pełni uzasadniona w obecnych warunkach. Przed nowym szefem francuskiego koncernu telekomunikacyjnego stoi bowiem bardzo poważne wyzwanie. Musi on znaleźć pomysł, jak wyprowadzić spółkę z ogromnych długów sięgających już 70 mld euro i doprowadzić do poprawy jej notowań giełdowych, które tylko od początku br. spadły o ponad 80%.
Według spekulacji, kolejnym kandydatem jest 51-letni Noel Forgeard, szef Airbusa, który jednak na początku września dawał do zrozumienia, że nie zamierza opuszczać obecnego stanowiska. Za trzeciego menedżera, który prawdopodobnie właśnie zasiadł do opracowywania planu ratowania FT, uważa się natomiast Michela de Rosena, szefa amerykańskiej spółki biotechnologicznej ViroPharma, a wcześniej członka zarządu firmy farmaceutycznej Rhone-Poulenc.
Zdaniem obserwatorów, bardzo istotnym czynnikiem przy obsadzaniu stanowiska prezesa France Telecom jest kwestia zarobków. Michel Bon zarabiał rocznie 279 tys. euro brutto, znacznie mniej niż prezesi innych francuskich spółek wchodzących w skład głównego paryskiego indeksu giełdowego - CAC--40. Według "Le Figaro", aby przyciągnąć i utrzymać nowego szefa, proponowane wynagrodzenie powinno wynieść co najmniej 2 mln euro rocznie.