Nie będą mile wspominać końca trzeciego kwartału 2002 r. inwestorzy w USA. Poniedziałkowa silna wyprzedaż amerykańskich akcji spowodowała, że główne nowojorskie indeksy - Dow Jones i Standard & Poor's 500 - zanotowały najsilniejszy kwartalny spadek od 1987 r. Negatywna ocena koniunktury gospodarczej na świecie, dokonana podczas szczytu ministrów finansów krajów G-7, który odbył się w Waszyngtonie w miniony weekend, skłoniła inwestorów do masowego pozbywania się akcji.
Nastroje dodatkowo pogorszyła publikacja indeksu aktywności w przemyśle w rejonie Chicago, który spadł po raz pierwszy od 8 miesięcy, i to poniżej ważnego poziomu 50 pkt. Jeśli dodać do tego korekty prognoz wyników wielu spółek tuż przed rozpoczynającym się sezonem publikowania raportów kwartalnych, a także wciąż duże prawdopodobieństwo ataku USA na Irak, wczorajsze silne spadki da się wytłumaczyć. Wśród spółek uwagę zwracała m.in. wyprzedaż papierów takich gigantów, jak General Electric, któremu rekomendacje obniżyli analitycy Merrill Lynch, czy Wal-Mart Stores. Do godz. 18.00 naszego czasu indeks Dow Jones spadł o 1,81%, a Nasdaq Composite stracił 2,11%.
Na krawędzi załamania stanęły wczoraj czołowe giełdy europejskie. Najsilniej taniały walory towarzystw ubezpieczeniowych, których wyniki finansowe uznaje się za wręcz katastrofalne. Wczoraj potwierdził to największy francuski koncern reasekuracyjny, którego walory staniały aż o 31%, gdy zapowiedział on ratunkową emisję akcji, mającą pomóc mu w utrzymaniu płynności finansowej. Zapowiedź stworzenia większych rezerw przedstawiał niemiecki Commerzbank, wskutek czego jego walory już w pierwszej połowie sesji staniały prawie o 7%. O 30% staniały papiery brytyjskiego biura podróży MyTravel, które - na wniosek audytora - zmieniło zasady prowadzenia rachunkowości i spodziewa się pokaźnej straty. Londyński FT-SE 100 stracił wczoraj 4,75%, paryski CAC-40 obniżył się o 5,87%, a frankfurcki DAX do godz. 18.00 spadł o 4,47%.