Udało się. Wczoraj szczęśliwie ruszyła kolejna odsłona procesu w sprawie Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego. Toksyczny związek między wymiarem sprawiedliwości a oskarżonymi trwa już kilka ładnych lat i coraz bardziej przypomina nędzny romans. Oto mamy cnotliwą dziewicę i kilku kawalerów. Ona chciałaby i boi się. A dla nich takie małżeństwo to - widać - żadna przyjemność. Wszak trzeba by było zapomnieć o radościach wolności. Strony więc kokietują się. Wymiar sprawiedliwości w sumie chciałby wydać wyrok, ale ciągle coś stoi na przeszkodzie. Oskarżeni co rusz wymyślają nowe powody, dla których związku sfinalizować jeszcze nie należy. A wszystko podlane bardzo mętnym sosem podejrzeń o amory polityki z Temidą. No bo, czy groźna Barbara (Piwnik) musiała iść do Ministerstwa Sprawiedliwości? Przecież spokojnie mogła dokończyć te zaloty, wiążąc kawalerów na jakieś 10 lat z zakładem karnym. A tak zegar tyka coraz szybciej. Pomału przedawniają się powody, dla których kawalerowie w ogóle mieliby w ten związek wejść. W 2005 roku nie będzie już żadnych powodów, bo prawo ogranicza długość trwania tego typu podchodów. Kawalerowie grają na tę nutę.

Wczoraj dwóch z nich twierdziło, że generalnie są za biedni, żeby w tej randce samodzielnie uczestniczyć. Nie ma to jak dobry prawnik, a ich na takiego nie stać. Więc może państwo da im prawników z urzędu. Grzegorz Żemek (były szef FOZZ) żyje na garnuszku brata, który mieszka za granicą. Brat tak go kocha, że nawet "znaczącą" sumę pieniędzy dał na kaucję. "Część pieniędzy, której nie zużył na kaucję, służy mu teraz do utrzymania. Przed aresztowaniem prowadził firmę, ale po wyjściu z aresztu właśnie z tego powodu, że jego nazwisko budziło wiele kontrowersji, nie mógł kontynuować działalności". Łza się w oku kręci. Grzegorz Ż. - co prawda - posiada "dwa mieszkania w Warszawie, a także kilkuhektarowy majątek nieopodal stolicy oraz dwie nieruchomości - złoża kruszców: żwiru w Lubelskiem i kamienia w Kieleckiem". Ale nieruchomości są zajęte przez komornika, a bank zablokował konto. Czy tak wygląda człowiek, którego oskarża się m.in. o niewłaściwe zagospodarowanie 28 mln USD i wielu milionów w innych walutach? Aż trudno uwierzyć. Sam oskarżony twierdzi, że żadnej korzyści z działalności w FOZZ nie odniósł. Podobnie jak reszta jego towarzyszy niedoli.

I nie trudno im uwierzyć. Np. Janina Chin powiedziała tylko, że zarabia 5 tys. zł brutto jako doradca prezesa jednej ze spółek. Dariusz Przywieczerski oświadczył, że jako prezes Rady Nadzorczej Universalu zarabia 2 tys. zł miesięcznie i nie posiada żadnego innego majątku. No ludzie, czy w tym kraju zabrakło zdrowego rozsądku. Czy oskarżeni o wielkie przekręty pracowaliby za takie pieniądze? No bądźmy poważni. Tylko że w tej sprawie trudno o powagę.

***

Wczoraj nie udało się przesłuchać oskarżonych. Sąd odroczył proces do dzisiaj. Prokuratura ma przedstawić swoje stanowisko wobec podniesionej przez sąd konieczności "aktualizacji kwalifikacji prawnej i opisu czynów".