Przebieg wczorajszej sesji mógł rozczarować niejednego byka. Okazja do wzrostu była świetna, lecz nie została wykorzystana. Zamiast walki nad oporami mieliśmy kolejne mieszane sygnały, które potwierdzają to, co już wiemy od dłuższego czasu - rynek znajduje się w konsolidacji.
Okazji do mocnego wzrostu przysporzyła nam wtorkowa wystrzałowa sesja w USA. Tamtejsze indeksy mocno zyskały na wartości i na dodatek nadeszły dobre wieści od Della. Bycza atmosfera udzieliła się także i naszym inwestorom, jednak w skali dość mizernej. Podczas gdy indeksy w Stanach zyskały po 4%, nasze kontrakty zaczęły notowania od wzrostu raptem o 10 pkt. Niskie otwarcie było okazją do szybkich zakupów, których słuszność została potwierdzona przez dobry początek notowań na rynku kasowym. Niestety, dobry był tylko ten początek. Reszta sesji stała pod znakiem powolnego spadku wartości indeksu. Przez fakt, że dokonywał się on przy bardzo małym obrocie, rynek terminowy nie kwapił się do zaliczania nowych minimów. Popytu jednak nie można było zauważyć i indeks systematycznie się osuwał. Ceny kontraktów powoli też zaczęły zjeżdżać. Wsparciem okazał się poziom poprzedniego zamknięcia.
W efekcie po kapitalnej sesji w USA mamy sflaczałą reakcję naszego rynku. Kontrakty w ostatecznym rozrachunku wzrosły o 6 pkt., a indeks o trochę więcej niż 2 pkt. Łącząc to z kiepskim obrotem, można stwierdzić, że nie było ochoty do handlu. Rynek nadal znajduje się w konsolidacji. Impuls do wzrostu nie został wykorzystany. Nie pozostaje nic innego, jak czekać na następny. Któryś w końcu ruszy rynkiem. Po wybiciu powinniśmy mieć całkiem dobry trend, który da sposobność do zarobku. W tej chwili jednak najważniejszym kapitałem jest cierpliwość. Nie ma sensu się szarpać, gdy zmienność taka niska.