Reklama

Niemoralne superpłace

Płace dyrektorów generalnych i prezesów korporacji wzniosły się na niepokojące poziomy - zauważa "Washington Post". Gazeta zastanawia się, czy "oficerowie amerykańskiej gospodarki" są naprawdę tyle warci.

Publikacja: 03.10.2002 09:39

W 1960 roku dyrektorzy generalni największych korporacji zarabiali około dwa razy tyle, co prezydent Dwight D. Eisenhower. Dzisiejsi dyrektorzy otrzymują 60 razy tyle - a niejednokrotnie nawet więcej - co prezydent George W. Bush.

W 1980 roku statystyczny dyrektor generalny przedsiębiorstwa należącego do pięćsetki Standard & Poor's zarabiał 40 razy tyle, co przeciętny podległy mu pracownik niższych szczebli. Dzisiejsi dyrektorzy zarabiają nawet 500 razy więcej niż wielu podległych im pracowników.

Nic dziwnego, że opinia publiczna z coraz większą uwagą przygląda się szefom największych korporacji, skoro - jak zauważa "Washington Post" - ich średnie roczne dochody wzniosły się na pułap 20 mln USD.

- Powinniśmy się zająć przypadkami nierównego podziału bogactwa - krytykuje dochody kolegów Andrew S. Grove, dyrektor generalny Intela, który w ubiegłym roku zarobił 1,5 mln USD oraz otrzymał opcje na akcje o wartości około 5,95 mln USD. Jak widać, szef Intela zarabia znacznie poniżej średniej obowiązującej na korporacyjnych szczytach.

Również William J. McDonough, prezes nowojorskiego banku Rezerwy Federalnej - który otrzymuje 297 500 USD rocznie - uznał, że niepokojąco wysokie dochody szefów korporacji są przykładem "złej polityki społecznej, a nawet są niewłaściwe pod względem moralnym".

Reklama
Reklama

To w latach osiemdziesiątych narodziła się wiara, że właściwy menedżer jest w stanie spowodować sukces przedsiębiorstwa. Książki Lee Iacocci, człowieka, który uratował Chryslera, zajmowały pierwsze miejsca na listach wydawniczych przebojów... Jednak w latach dziewięćdziesiątych nieomylni menedżerowie stracili blask, kiedy okazało się, że prowadzone przez nich korporacje bankrutują jedna po drugiej. Przy czym oni jedyni opuszczają zgliszcza z wypchanymi kieszeniami. Jak obliczył Financial Times dyrektorom 25 największych korporacyjnych bankrutów udało się - nawet w okresie upadku przedsiębiorstw - "zabezpieczyć" dochody o łącznej wartości 3,3 miliardów dolarów, w formie pensji, planów emerytalnych itd. Bez oglądania się na los pracowników czy inwestorów. "Nigdy wcześniej tak wielu ludzi zapłaciło tak niewielu tak dużo pieniędzy za to, że osiągnęli tak niewiele" - konkluduje "FT".

"Ile jest wart dyrektor generalny - tyle, ile ma odwagę zażądać" - odpowiada na pytanie "Washington Post" Rakesh Khurana, profesor Harvard Business School, oraz autor książki "Poszukiwanie korporacyjnego zbawcy".

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama