"Instrumenty pochodne i clearing to teraz klucz do tego, aby giełdy mogły notować wzrost zysków" - napisał w raporcie Huw van Steenis, analityk Morgan Stanley, przypominając, że obecnie instytucje te borykają się ze spadkiem wpływów z działalności na ogarniętym bessą rynku akcji i muszą polegać na innych źródłach dochodów.
Frankfurcki Eurex, rynek derywatów należący do Deutsche Börse i giełdy w Zurychu, osiągnął we wrześniu rekordowy poziom obrotów. Liczba kontraktów, które zmieniły właściciela, wzrosła o 22%, do 83,6 mln. Podobnie było na londyńskiej Liffe, która w końcu ub.r. została przejęta przez kontynentalny sojusz giełdowy - Euronext. Powód tego jest jeden. Inwestorzy zniechęceni dekoniunkturą na rynkach akcji przenoszą się na rynki derywatów, gdzie w obecnych warunkach łatwiej jest osiągnąć zysk. To przekłada się natomiast na większe wpływy właścicieli tych rynków z różnego rodzaju opłat i prowizji.
Również dochodowe dla giełd jest prowadzenie działalności z zakresu clearingu. Deutsche Börse w tym roku dokupiła pozostałe 50% akcji czołowej europejskiej izby rozliczeniowej - Clearstream International. Euronext jest właścicielem jednostki o nazwie Clearnet. Niemiecka giełda generuje teraz 43% wpływów właśnie z clearingu i 20% z rynku derywatów. Wpływy z działalności na rynku akcji spadły zaledwie do 14%. Z kolei aż 33% dochodów Euronextu pochodzi z rynku instrumentów pochodnych, 21% z rozliczeń i clearingu, tyle samo z rynku akcji. W zupełnie innej sytuacji jest London Stock Exchange, która nie ma własnej izby rozliczeniowej, a także rynku derywatów. W ub.r. przegrała ona bój o Liffe z Euronextem. Brytyjczycy mają zamiar uruchomić obrót instrumentami pochodnymi (tzw. covered warrants) 28 października. W takich okolicznościach LSE wciąż poważną część wpływów (38%) generuje z rynku akcji.
Konkludując raport Morgan Stanley zaleca teraz inwestorom kupowanie walorów Deutsche Börse i Euronextu, natomiast - zdaniem analityków banku - należy wykazywać dużą ostrożność przy inwestycjach w papiery LSE. Podkreślają oni jednak, że wciąż akcje czołowych giełd europejskich są dość tanie, co znacznie zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia w niedalekiej przyszłości fuzji lub przejęć w tym sektorze.